Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 202 538 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Pisać, pisać, pisać!!!

środa, 24 sierpnia 2016 22:32

   Jak ja nienawidzę się tak czuć...

   Głupio zwalać to na zbliżający się okres - a przynajmniej wydaje się to być głupie - ale zdarza się to już nie pierwszy raz. Te dołujące myśli. I to zawsze przy okresie. Przez hormony? Myślicie, że mogą mieć one taką destrukcyjną siłę?

   Jeszcze się ostatnio wygadałam przed chłopakiem, że zespół preekscytacji można wyleczyć poprzez zabieg... ale już nie mówiłam jaki, bo dopiero byłoby gadanie! Wystarczy, że teraz na słowo  ZABIEG dostaje jakiegoś pierdolca i gada, że on mnie nie chce stracić, że co on beze mnie pocznie... Kurna, kto tu kogo ma wspierać i podnosić na duchu? Ja jego? Mówię tu tylko o tej sytuacji.

   Ale wracając do moich dołujących rozmyślań...

   Nienawidzę tego stanu. W takie dni chodzi mi po głowie wszystko: rzs, toczeń, haschimoto, preekscytacja... I wciąż zadaje sobie pytanie: co jeszcze? Co będzie następne? W takie dni jak dziś nie potrafię zapanować nad strachem. Wydostaje się on ze mnie każdą komórką ciała. Sprawia, że cała kulę się w sobie. Pragnę zniknąć. Nie myśleć. Ale nie da się. Myśli uciekają, nie dają się nigdzie upchnąć. Krążą po głowie, wypierają to, co pozytywne, jakby chciały mnie zniszczyć. A może tylko sprawdzić moją wytrzymałość. Podrażnić się.

   Nie pomaga, że bolą mnie krzyże (co też mnie wkurza, bo nie wiem czy to z powodu okresu czy przez toczeń czy mój krzywy kręgosłup), swędzi mnie głowa (przez cholerny łupież albo sama nie wiem, co; tak, mam zły szampon, wciąż używam biotebalu z nadzieją że przestaną mi w końcu wypadać włosy), bolą mnie stawy skokowe (mowa wina - cholernie się ostatnio przeforsowałam, ale co się dziwić, skoro lepiej się już czuję i śmigam po mieście jak pierdyknięta, zapominając, że NIE POwiNNAM) oraz tak mi ostatnio wali serce, jakby miało zamiar wyskoczyć z piersi (nie sądziłam, że może to aż tak utrudniać życie).

   Do tego mam wrażenie, że ostatnio zbyt skupiam się na sobie i mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Nie słucham uważnie tego, co mówią do mnie inni i potem nic nie wiem (co można by zwalić na toczeń i haschimoto, bo charakteryzują się także trudnościami ze skupieniem się, koncentracją itp). Siedzę sobie, robię deku, rozmyślam nad pracą....

   No tak, praca. Kolejny drażliwy temat, ale to może nie na dziś.

   Na chwilę obecną mam dość swojego chorego ciała. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mam jednocześnie szczęście - ostre fazy choroby mam jak na razie za sobą. Ale... To tak samo jak wtedy, gdy miałam remisję. Czułam się zdrowa, choroba trwała w uśpieniu, ale wciąż powracały do mnie natrętne myśli, że TO we mnie cały czas jest. Tak samo teraz. Jest poprawa, ale ONE wszystkie we mnie cały czas tkwią, gotowe w każdej chwili uderzyć. I jest ich coraz więcej... To straszne.

   I tym milutkim akcentem zakończę.

P.S. Pisanie mi nieco pomogło. Polecam.

        


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ogólny stan

wtorek, 23 sierpnia 2016 0:36

      W ramach aktualizacji...

      Mój stan na dziś przedstawia się dobrze, a jednocześnie nie za dobrze... Cholera, czy już zawsze będę miała jakieś ALE? Jeśli chodzi o bóle kości i stawów: wciąż czuję prawy bark, sporadycznie odzywa się prawe biodro, naprzemiennie stawy skokowe, kolana, nadgarstek, kręgosłup (który mam krzywy jak wieża w piź.. Pizie). Wszystko to są bóle, wydaję mi się, bardziej takie przeciążeniowe i nic nie puchnie, a to już chyba coś pozytywnego. Wciąż mam też lekko sztywny środkowy palec lewej ręki - ha, ha, ha, super, że akurat TEN palec... O, i jeszcze jedną rzecz mogę zaliczyć na plus w całym tym harmiderze: kciuk, którego nie mogłam zgiąć od przeszło czterech i pół roku, wreszcie popuścił i już nie jest sztywny! Wiwat RZS!

         Ok, ale co dalej?

         Włosy wciąż wylatują, chociaż teraz wypróbowuje cały ten słynny BIOTEBAL. O efektach albo ich braku będę pisać za jakiś czas... Serce? No daje w dupę, daje... Ostatnio odczuwam je nawet bardziej. Już nawet nie pamiętam jakie to uczucie, gdy serce bije normalnym rytmem... Czasami siedzę lub leżę sobie spokojnie, a ono tak dudni w piersiach, słychać je i czuć... BUM, BUM, BUM. Zespół preekscytacji... Boże, mam nadzieję, że będzie się to dało wyleczyć! Przez to cholerne serce znowu nie będę mogła jechać do sanatorium! Ostatnio przepadło mi przez białkomocz, teraz przez cholerne serce! Niech to szlag!

         Ale spokojnie, spokojnie... Niczego nie przesądzajmy. Bądźmy dobrej myśli. To się da WYLECZYĆ. A jak nie to damy w łapę i będzie sanatorium jak ta lala... ha, ha. 

         Do tego od dłuższego czasu utrzymuje mi się anemia... Ale przy toczniu to ponoć nic niezwykłego. PONOĆ.

         No i na koniec to wieczne osłabienie... Tzn ostatnio tak mam. W niewielkim stopniu przyczynia się do tego zapewne moje PMS, a i pogoda robi swoje... Ta wilgoć w powietrzu i w ogóle. No i doskwiera mi ostatnio brak apetytu... na jedzenie, rzecz jasna. Cóż.

         No ale ogólnie robię swoje, żyję, mam więcej energii, mogę skakać, biegać (wiadomo, nie za dużo, ale jednak), chyba więcej się śmieje... Więc mimo wszystko jakiś progres jest. Zwłaszcza jak przypomnę sobie to, co działo się w zeszłym roku, który był jak dotąd najgorszym w całym moim życiu.

          Reasumując?

          Nie wolno się poddawać. Za żadne skarby świata!Trzeba szukać pozytywnych rozwiązań, nie martwić się na zapas, trzymać głowę wysoko, być silnym, wytrwałym, zdeterminowanym do walki o lepsze jutro. Wszystko jest możliwe, wystarczy tylko chcieć. Każdy ma w sobie tę siłę, KAŻDY, nawet jeśli jest się przekonanym, że ABSOLUTNIE NIE. To bzdura. Jeśli się chce, można zwyciężyć wszystko.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zespół preekscytacji

niedziela, 24 lipca 2016 20:21

      Byłam ostatnio u kardiologa.

      W porównaniu do poprzedniej lekarki? Niebo a ziemia!

      Pan doktor był bardzo sympatyczny, zbadał mnie, opowiedział nawet dowcip... No i będę obserwowana pod kątem zespołu preekscytacji.

       Co to takiego?

       Nie będę się tu zbytnio rozwodzić... To jakiś błąd w przewodzeniu jakichś tam impulsów z przedsionka jakiegoś tam do czegoś tam.... Wiecie już wszystko? Co dziwne, wszędzie pisze, że to wada wrodzona - będę musiała zapytać o to lekarza przy kolejnej wizycie. Bo ja to mam przecież po leku - prawda?? Po tym przeklętym Equoralu, który brałam przez trzy miesiące roku dwa tysiące piętnastego...

       Wracając do lekarza...

       Rozbroiło mnie, że nie dał mi terminu na przyszły rok... Co nie byłoby już dla mnie niczym nadzwyczajnym, chociaż tragicznym owszem. Za to powiedział: Kurczę! No nie dam dziewczynie z zaburzeniami rytmu serca terminu na przyszły rok!  I tak oto idę do niego 18 października, zaś 3-ego mam badanie HOLTER EKG - dwudziestoczterogodzinne badanie, mające zarejestrować prace mojego serca. Ma też przy okazji ewentualnie potwierdzić tytułową diagnozę...

      .... która, gdyby się potwierdziła, oznacza kolejny szpital. I zabieg, który ani trochę mi się nie podoba - ablacja.

       "W celu wykonania ablacji do serca przez tętnicę udową lub żyłę udową wprowadzona zostaje specjalna elektroda (...)"

      Już samo to brzmi mocno niefajnie... Ale... Szczerze? Gdyby trzeba było to zrobić, zgodziłabym się.... tak na... 99%. Zwłaszcza, jeśli miałoby mnie to wyleczyć. A przynajmniej teraz tak myślę....

       No ale cóż.... Poczekamy, zobaczymy!

       Jeśli zaś chodzi o moje aktualne samopoczucie... Od dwóch dni najbardziej dokuczają mi zawroty głowy. Może to przez serce i upały, a do tego mam też okres... W każdym razie co wstanę, to robi mi się ciemno przed oczami! A teraz jeszcze jakiś cholerny ból rozpierdala mi łeb... Tak, tak, zdarza mi się przeklinać. Każdemu się zdarza!

       Tak więc.... Olewam wszystko i lecę... dalej buszować po necie.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Przyjaźń/rodzina a choroba

niedziela, 24 lipca 2016 19:43

       Taki mi się oto temat nasunął, ponieważ zauważyłam, że mnóstwo osób ma taki problem. Mianowicie, że rodzina/przyjaciele odsuwają się od ciebie plecami w obliczu choroby. A nawet jeśli się nie odwrócą, patrzą na ciebie jak na radioaktywnego kosmitę bądź obgadują za plecami, mówiąc: Wiesz, on/ona tą chorobę symuluję, przecież to na kilometr widać! Patrz, jak dobrze wygląda! Robi wszystko, gotuje, sprząta, chodzi...

       A czy mamy, kuźwa, jakieś inne wyjście?

       Chyba że dolegliwości zwalą nas totalnie z nóg i przykują do łóżka...

zamyslenie.jpg

 

       Ja mam to szczęście, że rodzina rozumie, że jestem chora, gdy trzeba to mi pomaga i nie twierdzi, że przesadzam. A rodzinę mam sporą (mówię tu też o ciotkach itd...). Nikt wokół mnie nie skacze i wiadomo, że każdy pilnuje głównie własnych spraw, ale nie ma głupiego dogadywania i złośliwości.

        Poza tym wokół chorej osoby nie trzeba wiecznie skakać i głaskać jej po głowie! Przede wszystkim trzeba zaakceptować to, że ktoś jest chory i chociaż postarać się ZROZUMIEĆ. Ja wiem, że na świecie jest masa hipochondryków wmawiających sobie różne choroby i dolegliwości, ale na Boga!, jak można mówić osobie, która zmuszana jest łykać codziennie cały zestaw tabletek, która ma czarno na białym napisane na papierze - toczeń rumieniowaty układowy, reumatoidalne zapalenie stawów czy inne gówno, że sobie to zmyśla i na pewno nie jest chora, bo DOBRZE WYGLĄDA!

tat3.jpg

 

      O tym powinno się jak najwięcej mówić!

      Ja jestem chuda, staram się być zadbana, chodzić z wysoko podniesioną głową i czy ktoś by powiedział, że mam RZS, TRU, Haschimoto oraz problemy z sercem? Ile osób mijam codziennie na ulicy, chociażby w Krakowie? Nie zdziwiłabym się, gdyby przynajmniej co dziesiątej coś dolegało, chociaż wyglądałaby nie wiem jak zajebiście.

       Mam przyjaciółkę, z którą przez pewien czas w ogóle nie rozmawiałam o mojej chorobie. Było to nie dalej jak rok temu, gdy wszystko zaczęło się na nowo. Przestałam jej mówić o czymkolwiek, bo jedyną reakcją było spoglądanie  w dal, jakby tylko czekała aż skończę, po czym następowała zmiana tematu... Jak gdyby nie mogła w ogóle ogarnąć, o czym ja do niej mówię. Albo nie wiedziała do końca, jak na to zareagować.

        Co się stało?

        Tak do końca to nie wiem. Może punktem zwrotnym były mojej szpitale, a później zdiagnozowanie TRU? Pewnego dnia znalazłam też na necie krótko wypunktowane, jakie są podstawowe objawy tocznia. Przeczytałam jej to, bo chciałam, żeby zwyczajnie zrozumiała, z czym wiążę się moja choroba.

        W tej chwili gadamy o tym całkiem swobodnie. Może zrozumiała, że nie wymagam od niej jakichś cudów.... Ja po prostu potrzebuję się czasem wygadać, ponarzekać, uzewnętrznić. I wreszcie mogę to zrobić nie dostając w zamian tego pustego wyrazu twarzy mówiącego: dobra, dobra, skończyłaś już?

         Reasumując (kuźwa, ależ się rozpisałam, jest w tym w ogóle jakiś sens?) apeluję, aby starać się rozumieć chorą osobę. Mężowie, żony, dzieci i cała reszto! Zdajcie sobie sprawę, że to bardzo wiele znaczy dla chorego. Odrobina wsparcia, wysłuchanie go. Nie zbywajcie nas tekstami w stylu: Ej, ty, weź nie wydziwiaj! Ludzie umierają na raka, inni mają gorzej, a ty co? Dzieje ci się coś? Rusz tyłek i nie wydziwiaj!

         Więcej zrozumienia, potrzebujemy was i waszego wsparcia! Bliscy was potrzebują!

k,NjEyMzcxNTMsNDUwNDMwODY=,f,276a0fa685.jpg

 

         Wiem, wiem, ja tu sobie gadu gadu, a i tak mało kto to przeczyta, a już na pewno wyciągnie z tego wnioski :) Niemniej jednak musiałam o tym wspomnieć, bo leżało mi to na sercu, a bloga mam właśnie po to, żeby o wszystkim pisać!

           Bye, bye! ;)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Szczęście w nieszczęściu

sobota, 16 lipca 2016 21:54

     No cóż, czas mija i można by powiedzieć, że powoli dochodzę ze sobą do ładu - ale nauczyłam się też nie cieszyć na zapas, nieprawdaż?

tumblr_ma0v6qAtzp1rosre5o1_500.jpg

     Myślę że przygoda z toczniem dopiero przede mną - ta najgorsza. To takie realistyczne myślenie. Bo jeśli spojrzeć na to bardziej życzeniowo, to najchętniej nie chciałabym mieć z tą chorobą nic wspólnego....

     Dalej łykam leki. 15mg metotrexat, 2x200mg plaquenil, 4mg metypred, wapń, witamina D3, betaloc na serce (w środę wreszcie kardiolog!!!), euthyrox (endokrynolog w sierpniu) oraz magnez, bo mi coś nogi drętwieją... Ależ to wszystko pokichane.

       Z racji tego, że rehabilitacje mam dopiero w listopadzie, noszę się z zamiarem wykupienia karnetu na basen - począwszy od sierpnia. Oprócz tego staram się oczywiście trzymać dietę - składającą się z lekkiego jedzenia i innych pierdół, chociaż oczywiście nie jest to jakieś takie... nieelastyczne. Pozwalam sobie od czasu do czasu na jakieś ciastko, kawałek czekolady, tosty czy mięso. Nic strasznego mi się po tym nie dzieje.... chyba że przesadzę z ilością jedzenia. Cóż....

dd3f0b844e05ad79cad263b54c243df5.jpg

 

        Czy mnie coś boli? Owszem, jakoś od wczoraj stawy skokowe, wciąż nieco dokuczają barki, mam problemy ze zgięciem palca środkowego lewej ręki, no i oczywiście nawala mi mój krzywy kręgosłup. Jak się przeciążę, dochodzi także ból kolan i prawego biodra.

      Ja się pytam - i jak tu pracować???

      Ale myślę powoli nad tą kwestią, bo wiadomo jak to jest z brakiem kasy.....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wylecznie?!

piątek, 24 czerwca 2016 17:21

      W jednej z grup na fb, do której należę, jedna z dziewczyn zamieściła pewien filmik. Czyżby jakiś znak z nieba?

       Aż trudno w to uwierzyć, ale jest tam wytłumaczona PRZYCZYNA chorób autoimmunologicznych oraz sposób WYLECZENIA tych schorzeń!!! Czy jest on prawdziwy? Pewności oczywiście nie mam, dopiero wchodzę w temat, ale obejrzawszy ten filmik, jestem skłonna w to uwierzyć.

       Wstąpiła we mnie iskierka nadziei, aczkolwiek staram się podchodzić do tego spokojnie. Przecież nie polecę zaraz do Izraela na zabieg opisany w filmie....

       Postanowiłam udostępnić ten film, ponieważ mam wrażenie, że mało osób o nim wie, chociaż znajduję się na youtube już od 2013 roku!

       Jeżeli już teraz zastanawia Was, jak to jest, że choroby takie jak toczeń czy rzs można wyleczyć, a NIKT TEGO NIE ROBI, wyjaśnienie tego faktu znajdziecie w poniższym filmie. Jestem ciekawa opinii - jeśli ktoś będzie miał ochotę ją tu wyrazić.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Najlepsze ever

środa, 22 czerwca 2016 18:55

           Moje najlepsze śniadanie do tej pory. No, prawie. Pamiętam jeszcze zarąbistego omleta z: jajka, mąki, odrobiny mleka, siemienia lnianego, płatków owsianych, bączków, majeranku i soli. Pyyyycha! A dziś:

Zdjęcie3002.jpg

Jedynie morela była jakaś kwaśno-gorzka, reszta po prostu cud, miód... Chociaż też nie wygląda jakoś nadzwyczajnie ;) W końcu to "zwykła kanapka" i owoce ;)

     Wczoraj była masakra... Byłam u chłopaka, dostałam okres, i to w dodatku jeden z tych najboleśniejszych - mój brzuch po prostu umierał. Na domiar złego pod wieczór koszmarnie rozbolały mnie biodra i kolana - cud, że dotarłam jakoś do domu. MA - SA - KRA. W domu łyknęłam Olfen, no i rano obudziłam się bez bóli - jedna taka tabletka trzyma mi całą noc i jeszcze co najmniej pół następnego dnia.

     Oh, a co do moich włosów i ich wypadania... Kupiłam na próbę szampon z tataraku zwyczajnego - coś, co tak koszmarnie śmierdzi chyba musi być dobre, czyż nie? Do tego stosuję odżywkę z olejem z awokado, olejem z pistacji, ekstraktem z aloesu oraz kwasami omega 3, 6 i 9. Serio - jednak nie chciałabym tak całkiem wyłysieć....

f2c68e6b7da57e7b93197c11a388653919a179f5.jpg

 

       No i na koniec - byłam w poradni rehabilitacyjnej. Okazało się - rzecz oczywista dla mnie od dawna - że mam krzywy kręgosłup, wystający brzuszek, jedną kość miednicy wyżej położoną niż drugą (czy coś w ten deseń)... Cóż, ktoś kto się tak garbi jak ja, nie może nie mieć krzywego kręgosłupa... A wszystko zaczęło się - ze zdwojoną intensywnością - w zeszłym roku, gdy budziłam się w nocy z koszmarnym bólem w barkach. Siadywałam zgarbiona i pochylona do przodu, bo to przynosiło mi niejaką ulgę. Zwyczajnie nie miałam siły siedzieć prosto.

       No i są tego efekty.

       Trochę żałuję, że nie zapisałam się jednak do lekarza w jakimś szpitalu. Może daliby mnie od razu na oddział rehabilitacyjny do szpitala, posiedziałabym sobie miesiąc, intensywnie poćwiczyła... A tak to czeka mnie codzienne dojeżdżanie przez ten czas przez co najmniej miesiąc na rehabilitację.... I tu kolejny minus: dopiero w listopadzie!

avatar_659_page.jpg

 

     Czy nie wspominałam już może kiedyś, że chorowanie to jedno wielkie czekanie... na wszystko?

      Jeśli nie, stwierdzam to teraz!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kłucia

poniedziałek, 20 czerwca 2016 13:32

        Pogoda jakaś niemrawa, taka sama jak moje samopoczucie. Prawa dłoń w ostrym, kłującym bólu - jakby mi ktoś powsadzał igły w nadgarstek, środek dłoni oraz między palce. Włożyłam opaskę uciskową, może nie jest to pomysł idealny, ale trochę unieruchomiła mi rękę, przez co mam nad nią większą kontrolę. Lewa dłoń też pobolewa, ale da się wytrzymać. Nie powinnam siedzieć przy laptopie, bo stukanie po klawiszach to istna katorga, ale potrafię być czasem uparta - cóż, że przeważnie przypłacam to bólem nie do zniesienia, wrzaskiem pełnym irytacji na własną głupotę i wyrzutami sumienia. Bo przecież zdrowie i komfort psychiczny są najważniejsze.

        Kto wie, może trafi tu przypadkiem ktoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z którąś z tych chorób - RZS lub TRU. Ja swoją zaczęłam mając 19 lat. TRU znam zaledwie od kilku miesięcy i jeszcze nie zdążyła dać mi się za bardzo we znaki. Tylko czasem ogarnia mnie trudne do wytłumaczenia zmęczenie oraz... właśnie. Wypadają mi włosy. Wciąż mam ich sporo, ale nie powiem - coraz bardziej się nimi martwię. Ale na razie je zostawmy!

     Miało być o trudach choroby... Wiem, czym jest ból. Wszechogarniający, niezrozumiały, niekończący się ból. Tutejsze zapiski nie pozwolą mi o nim nigdy zapomnieć, mimo iż najgorsze jego postaci mam już za sobą. Ale dobrze jest pamiętać. To mi daje świadomość, że da się go przetrwać i pokonać. Że człowiek posiada niespożyte zapasy siły, które pomagają mu podnieść się w górę, nawet gdy wydaje się to niemożliwe.

     Dawno temu usłyszałam pewne zdanie. Mianowicie, że "Bóg nie daje człowiekowi więcej, niż jest on w stanie udźwignąć". Ja w to wierzę.

naavatar.jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdrowo!

sobota, 18 czerwca 2016 14:25

        Dzisiejszy dzień pod znakiem zdrowia... Ostatnio jakoś tak mi się za dużo pozjadało i byle jak, np tosty z serem na kolację, a potem na śniadanie... Jak dla mnie masakra, chociaż pyszna. Za to dzisiaj na śniadanie był omlet z jajka, mleka, garści otrębów, siemienia lnianego, bączków cebuli, koperku - a wszystko doprawione ziołową przyprawą, szczyptą soli i majerankiem. Pycha! Na obiad zupa z kaszy jaglanej i warzyw, a na drugie... Cóż, miałam chęci i wenę, więc skomponowałam takie coś:

Zdjęcie2940.jpg

 

Ziemniaki z klopsikami mięsnymi, a do tego gotowana kapusta z marchewką, ogórki, pół pomidora, starta surowa marchew, bączki, koper i majeranek. Nie wygląda to może zbyt elegancko, ale to w końcu nie restauracja... Najważniejsze, że jest smacznie i zdrowo :) Mamy lato, trzeba więc korzystać z dobrodziejstw natury!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Toczeń i rzs

wtorek, 07 czerwca 2016 23:11

      Jak mi się żyje?

      Bywało gorzej, ale i lepiej, a ja zdecydowanie wolałabym tą drugą opcję... Przez kilka tygodni było naprawdę dobrze, czułam się zdecydowanie lepiej ze wszystkim. Czasem nawet biegam, skaczę, wsiadam na rower i jadę... Już samo to świadczy o poprawie mojego stanu zdrowia! Zaczęłam nawet rozglądać się już za jakąś pracą.

      Lecz znów nie wiem, co robić.

      Nie wiem, czy to przez pogodę czy może choroba po prostu ma taki kaprys, ale boli mnie kark, kręgosłup, najbardziej odcinek krzyżowy, znów mi spuchł prawy bark, boli także lewy, do tego dokuczają niektóre palce u rąk, które z rana znów mam sztywne. Ręce - wiadomo, najwięcej się nimi posługuję, pracuję itd. Barki - może się po prostu przeciążyłam ostatnio, no i oto widać efekty. Aczkolwiek czy to nie jest wkurzające? Miało być lepiej, a nie żeby mnie znów wszystko bolało...

       Zapisałam się do poradni rehabilitacyjnej, może dostanę jakąś rehabilitację, cokolwiek! A już na pewno mam nadzieję zapisać się na kriokomorę!!!

       No i to ciągłe zmęczenie... Stoję, robię coś i nagle pojawia się to uczucie... Takie wrażenie, jakby nogi nie miały siły mnie już utrzymać w pionie i muszę się natychmiast położyć. Nie ma to nic wspólnego z omdleniem, nie. To po prostu taka... słabość. Bezwład. Nie do opanowania.

       Zmęczona jestem. Późno już. Przydałoby się iść spać. I powitać jutro kolejny dzień... Kolejny dzień. Co przyniesie? Usłyszałam kiedyś, że życie jest takie, jakie sobie sami stworzymy. Wszystko zależy od naszego podejścia oraz dobrych chęci. Potrzeba też siły, żeby zmienić coś na lepsze - a zwłaszcza do tego. I tej siły wszystkim życzę.

blog_oh_5067790_7863276_tr_1465.jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 26 sierpnia 2016

Licznik odwiedzin:  20 070  

Horoskop

Lew

Dzisiaj nie zawieraj umów przez telefon. Odeślij wszystkich przedstawicieli i udaj się osobiście do danego punktu lub agencji. Faktycznie, umowa przez telefon, to jak zakupy w internecie, raz się uda a trzy razy nie! Może to być bardzo wygodne, ale konsekwencje........

więcej na horoskop.wp.pl

Słownik internetowy

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Galerie

O mnie

Jestem Kaśka. Kocham muzykę, książki, filmy, spacery i wiele innych rzeczy, których nie mogę robić z powodu mojej choroby. Dlatego właśnie pisze tego bloga. Chcę poznać osoby takie jak ja. Jesteście tam?? Jeśli tak to piszcie! I nie poddawajcie się! Tak jak ja się staram nie poddawać...

O moim bloogu

Mając niespełna 20 lat zachorowałam na Reumatoidalne Zapalenie Stawów, chorobę, która diametralnie odmieniła moje życie. Tego bloga pragnę poświęcić głównie pomstowaniu na tą p...

więcej...

Mając niespełna 20 lat zachorowałam na Reumatoidalne Zapalenie Stawów, chorobę, która diametralnie odmieniła moje życie. Tego bloga pragnę poświęcić głównie pomstowaniu na tą podstępną żmiję, która zatruła mój organizm - narzekaniu, wypłakiwaniu się, rozmyślaniu, dygresjach... Piszę ten Pamiętnik przede wszystkim dla samej siebie. Ale może i kto inny na tym skorzysta...

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 20070

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl