Bloog Wirtualna Polska
Są 1 213 323 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Szczypta uśmiechu - komentarze

sobota, 12 listopada 2016 18:18

       Moje obecne samopoczucie psychiczne? 

       Lepsze, o wiele lepsze. Bo i lepiej się czuję. Oczywiście nie jest idealnie, ale czy kiedykolwiek będzie? Jest na tyle dobrze, że jestem raczej zadowolona. Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę to, w jakim stanie byłam jeszcze ponad pół roku temu... 

        Czytam Wasze komentarze i serdecznie za nie dziękuję. Dają mi wiele do myślenia. Bardzo mi miło, że macie w ogóle ochotę czytać moje wypociny, jeszcze przyjemniej, jeśli tu wracacie! Nie byłabym jednak do końca sobą, gdybym nie wspomniała, że piszę przede wszystkim dla siebie, dla swojego spokoju duszy! 

         Niemniej jednak trudno mi nie dostrzec, że pisząc tego bloga, docieram do jakiejś tam bliżej nieokreślonej  liczby osób. Wielu z Was przeżywa to samo, co ja, być może częściowo utożsamia się z moją (skromną) osobą. Każdy miewa swoje wzloty i upadki. Lecz co by mi sprawiło największą przyjemność? Gdyby, za pośrednictwem słów zawartych w moich wpisach, udało mi się tchnąć w Was wiarę, nadzieję i siłę do walki. Nie mówiąc już o motywacji i optymizmie. 

https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTfPwO1BIGMAythLyDPe-rLelnAiRqtrT1RAakCkL-p8BA6M70gXw

 

         Czy jestem do tego odpowiednią osobą? 

         Sami wiecie, przez co przechodziłam w ciągu ostatniego roku. Niczego nie ukrywałam. Wydaje Wam się, że życie się dla Was skończyło? Że nie ma dla Was ratunku? Że nikt Was nie rozumie? (Z tym ostatnim to... cóż, bardzo prawdopodobne. Chorego zrozumie tylko drugi chory.) Przeczytajcie moje wpisy sprzed miesięcy. I kolejne. Aż dojdziecie do aktualnych... Jest różnie, może też dlatego, że mam nieco rozchwiany charakter... (Niekiedy łatwo łapię doła i chodzę całymi dniami nabzdyczona, a innym razem ćwierkam radośnie jak skowronek, chichram się i plotę trzy po trzy...), ale JESTEM TU. Wciąż tu jestem. Nie złamałam się, a było naprawdę ŹLE. Trzeba to przetrwać. Da się to przetrwać. Kiedyś już to chyba pisałam, zresztą sama nie wiem... Ale człowiek jest silny i często może znieść więcej niż jemu samemu się wydaje!!! 

http://www.temysli.pl/upload/images/medium/2016/01/Moja_sila_2016-01-21_23-02-28.jpg

 

         Jeśli czujesz, że leczenie nie przynosi efektów i nie idzie dogadać się z lekarzem - znajdź innego! Tak, to mówię JA, która zmianę lekarza rozważała chyba ze trzy miesiące, po czym czekała pół roku, żeby iść do wybitnego dr Olasa! Tak było! Ale dzięki temu mogę teraz dać Wam tą wskazówkę - nie czekajcie, szukajcie dobrych specjalistów jak najszybciej! Nie ma sensu się męczyć!

         Może większość moich wpisów faktycznie ma wydźwięk raczej negatywny i depresyjny... Jest tak, ponieważ TO MIEJSCE stworzyłam właśnie po to, żeby wylewać tu przede wszystkim swoje żale i smutki oraz wszelkie najgorsze myśli, które mnie nawiedzają! Żebym nie musiała obarczać nimi nikogo z moich bliskich!I żebym nie musiała tłumić ich w sobie, ponieważ tak nie wolno robić, bo to się zawsze kończy źle, a w dodatku niszczy nas od środka! 

         Chciałam przez to powiedzieć, iż to, że zamieszczam tu tego typu treści, nie oznacza, że ja nimi żyję na co dzień. Może stałam się ostatnio nieco bardziej melancholijna, ale ogólnie jestem dość spontaniczną i wesołą osobą! Wygłupiam się, bywam gadatliwa, robię mnóstwo rzeczy. Kocham czarny humor, ironię. Nie siedzę w kącie i nie rozpaczam! Wyrzucam z siebie tutaj negatywne emocje, a potem wracam do życia. Walczę. Nie tracę ani optymizmu, ani nadziei, ani wiary, wciąż na nowo odnajduję w sobie siły potrzebne, by żyć! I Wy też to potraficie, jestem tego pewna!

           AMEN!

http://i.pinger.pl/pgr310/a33edb1000156f7451ff8d05/25f56422001c3ea0503a0b33.jpg

 

P.S. Do mei: - mam nadzieję, że znalazłaś dobrego lekarza i czujesz się już lepiej! Czekam na wieści i trzymam za Ciebie kciuki!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Serducho

sobota, 12 listopada 2016 17:21

      Ah, no i pisałam kiedyś o tym moim sercu... I zespole preekscytacji. Swoją drogą, jakie to irytujące! Lekarz postawi jakąś diagnozę (nawet przypuszczalną), człowiek się nadenerwuje, że to może być to i to, i co wtedy.... Badają cię pod tym kątem, a potem okazuję się, że to może być coś innego... No szlag!

      Ja miałam mieć zespół preekscytacji. Ale po ostatnim badaniu (Holter EKG) zwątpiłam w kompetencje lekarza. Wynik wyszedł mi bardzo dobrze. Zero arytmii, zero innego gówna. Tylko że!!! Pytam lekarza miesiąc wcześniej... Czy przed badaniem powinnam odstawić leki? Nie, nie, to nie jest konieczne. Więc brałam, ale teraz tego żałuje, bo jak miał mi wyjść prawidłowy wynik, skoro cały czas brałam leki, które stabilizowały stan mojego serca?!?!? 

       Pojawiła się więc inna (prawdopodobna!) diagnoza. Wypadanie jakiejś tam zastawki... Kolejne badanie: echokardiografia (usg serca). Będę je miała robione prawdopodobnie pod koniec listopada, dlatego już teraz odstawiłam lek. Znów pojawiły się kołatania i jeśli będzie naprawdę źle, wezmę tabletkę. Ale wolałabym nie. I ciekawa jestem, jaki wtedy wyjdzie mi wynik. Czy znów będzie dobrze?

       Następna wizyta u kardiologa w styczniu. 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Śnieżek

sobota, 12 listopada 2016 17:00

        Zgadza się, sypie śniegiem... Nie za mocno, ale jak dotąd nasypało tyle, że trawa i dachy pokryły się delikatną białawą mgiełką. Do jutra pewnie i tak wszystko zniknie...

http://st.depositphotos.com/2445039/4385/v/450/depositphotos_43852717-Melting-snow-ice-in-a.jpg

 

        Siedzę dzisiaj w domu (ale mi nowość, haha), gotowałam obiad w towarzystwie mojego bratanka, a teraz buszuje po necie i słucham muzyki. Jakiż to szalenie interesujący i konstruktywny dzień... 

https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRamGTOy3J8jMLsm8o8P6ywcPY7xpmX8Nrlng5tpF39C9FJXAXr

 

        Plany na najbliższy tydzień? Jechać do Krakowa, załatwić kilka spraw, poprawić dwie spartaczone rzeczy - komódkę i sekretarzyk (bo ja oczywiście nic nigdy nie mogę zrobić dobrze za pierwszym razem!). 

         Ktoś mi tu proponował jakieś maści na stawy... Nie, dziękuję. Testowałam już chyba każdą możliwą, a przynajmniej większość. Obecnie najlepszą jest Olfen, którą używam do smarowania mojego barku, oprócz tego przeciwbólowo zażywam tabletki Olfen (lecz musi być ze mną już naprawdę ŹLE). Do tego mój stały zestaw: Metotab, Plaquenil, Metypred i inne (czyt: badziewne suplementy i witaminy). Bla, bla, bla... Wiadomo jak kocham te moje "śniadania"... 

http://1v1d1e1lmiki1lgcvx32p49h8fe.wpengine.netdna-cdn.com/wp-content/uploads/2013/12/painkillers.jpg

         Chyba też zacznę się powoli rozglądać za jakąś pracą na stałe. To pewnie i tak zajmie w ch... czasu. Może uda mi się znaleźć coś innego niż sprzątaczkę i pracę biurową - przypomnę, że mam umiarkowany stopień niepełnosprawności. Jakiś nieduży sklepik byłby w sam raz (byle nie spożywka!). Umiem obsługiwać kasę, nie znoszę lenistwa w pracy, dlatego wszędzie panowałby ład i porządek, jestem szalenie miła i cierpliwa dla klientów, nawet jeśli mnie wkurzają, a wiadomo, że do takich ludzi (i miejsc) ludzie wracają! Do tego cechują mnie punktualność, uczciwość, szybko się uczę i jestem bardzo kumata... Haha, ciekawie by było opisać siebie w ten sposób na rozmowie o pracę ;) No ale wiadomo, że nie wszystko można... Dlatego słowo "wkurzający" zastąpiłabym "trudny, bo wiadomo, że nie wszyscy są mili i bezproblemowi" oraz skasowałabym "kumata", bo lepiej brzmi "bystra i szybko uczę się nowych rzeczy" :-P 

         Nie ma to jak dobra autoreklama xD

tumblr_ma0v6qAtzp1rosre5o1_500.jpg

 

P.S. Jest już listopad. Miała być rehabilitacja. Wciąż czekam na telefon. W końcu się wkurzę i zadzwonię sama... Życie!

P.S.2. Testuje właśnie na moich wypadających włosach szampon i wcierkę Jantar. Do tego mam szczotkę Tangle Teezer oraz starą odżywkę z kwasami omega i innymi witaminami. I nie myję już głowy byle jak, na szybko, jak to miałam w zwyczaju, ale masuje skórę głowy delikatnymi ruchami, aby pobudzić skórę i cebulki włosowe. Efekty oraz moja opinia na temat preparatów już za kilka tygodni!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jesienne aktualności

sobota, 29 października 2016 23:30

       Dawno nie pisałam, bo jakoś nie czułam potrzeby... Teraz poczułam. A dokładniej po kąpieli. I po kolejnym myciu głowy. I po kolejnej straconej garści włosów.... :-( 

       Długo zapuszczałam te moje włosy i sięgają mi już za ramiona. Górę mam ściętą na krótko. Jeszcze ponad pół roku temu cieszyłam się, że mi zgęstniały - zwykle były krótkie i liche. No i nadszedł czas zażywania Metotrexatu... Przyszedł toczeń... Chyba bym się popłakała, gdyby nie tliła się we mnie jeszcze mała iskierka nadziei, bo nie wszystkie metody jeszcze wypróbowałam... BIOTEBAL, suplement diety z najlepszymi witaminami... A włosy dalej lecą i robią się takie rzadkie, że zaczynam się bać. Dopiero teraz zaczynam się bać! 

https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSitxs4uVPAw_Nkzqjs5UzdsJu7algQAE84EUU3UNVcR4JHqUPB

 

       Ostatnia nadzieja w odżywce, o której właśnie powiedziała mi mama... którą stosują osoby po chemioterapii.

       Boże, naprawdę mam ochotę się załamać i płakać... ;-(  To po prostu widać, że one robią się coraz rzadsze :-( 

       Już nawet mniej się przejmuję bolącym barkiem (odczuwanym po przeciążeniu lub na zmianę pogody) czy stawami skokowymi (gdy za dużo chodzę) oraz rękami (gdy porobię za dużo decoupage). 

        Widzicie jak to jest? Jak nie jedno, to drugie... Jedno przechodzi, drugie przechodzi, ale dopada kolejne - tak samo przejebane. Czy załamię w końcu ręce, schowam się do kąta i powiem, że mam dość? 

         No (niestety) NIE. Chciałabym, ale nie mogę, nie potrafię. Bo w końcu musi być dobrze. MUSI! Nie może być wiecznie ŹLE! 

          W ostateczności kupi się jakąś zajebiście wypasioną perukę.... Prawda? 

https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTfTFWmYuhsU5eYXH78ASHrfTx0-ejvV9JFkDUugPBxSWzj75bz


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

ZeChorA

niedziela, 28 sierpnia 2016 23:46

      Nie mam pojęcia, czy taka nazwa istnieje, nie chce mi się sprawdzać, ale sądzę, że będzie stanowiła idealny skrót myślowy dla moich chorób - czyli: Zespół Chorób Autoimmunologicznych.

      Hm, moją mamę to nawet ubawiło...

      I taka moja myśl dnia: te wszystkie choroby są przejebane i dziwne by było się przy nich nie załamać. Załamujcie się, płaczcie, przeklinajcie, wykrzyczcie swój ból, frustrację, bezsilność. Róbcie to. Ale zawsze potem się podnoście! Nie tkwijcie w dołku! Upadajcie, to nieuniknione w najgorszych chwilach, ale zawsze wstawajcie i idźcie naprzód! Nic nie trwa wiecznie, każdy stan w końcu mija! Niekiedy trzeba pocierpieć bardzo długo, wydaje się, że ból nie minie i będzie trwał bez końca, ale to nieprawda. Dlatego zaciskajcie zęby, głowa wysoko i podnoście się! Jesteście silni, nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo, wygracie!

http://favim.com/orig/201107/13/beach-fashion-freedom-girl-happy-shorts-Favim.com-103713.jpg


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pisać, pisać, pisać!!!

środa, 24 sierpnia 2016 22:32

   Jak ja nienawidzę się tak czuć...

https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcS4zIyrwfa2I8O1NnpsVY4dhE8OwDV-oODGPkjd0oIKbcPfkicepg

 

   Głupio zwalać to na zbliżający się okres - a przynajmniej wydaje się to być głupie - ale zdarza się to już nie pierwszy raz. Te dołujące myśli. I to zawsze przy okresie. Przez hormony? Myślicie, że mogą mieć one taką destrukcyjną siłę?

   Jeszcze się ostatnio wygadałam przed chłopakiem, że zespół preekscytacji można wyleczyć poprzez zabieg... ale już nie mówiłam jaki, bo dopiero byłoby gadanie! Wystarczy, że teraz na słowo  ZABIEG dostaje jakiegoś pierdolca i gada, że on mnie nie chce stracić, że co on beze mnie pocznie... Kurna, kto tu kogo ma wspierać i podnosić na duchu? Ja jego? Mówię tu tylko o tej sytuacji.

   Ale wracając do moich dołujących rozmyślań...

   Nienawidzę tego stanu. W takie dni chodzi mi po głowie wszystko: rzs, toczeń, haschimoto, preekscytacja... I wciąż zadaje sobie pytanie: co jeszcze? Co będzie następne? W takie dni jak dziś nie potrafię zapanować nad strachem. Wydostaje się on ze mnie każdą komórką ciała. Sprawia, że cała kulę się w sobie. Pragnę zniknąć. Nie myśleć. Ale nie da się. Myśli uciekają, nie dają się nigdzie upchnąć. Krążą po głowie, wypierają to, co pozytywne, jakby chciały mnie zniszczyć. A może tylko sprawdzić moją wytrzymałość. Podrażnić się.

   Nie pomaga, że bolą mnie krzyże (co też mnie wkurza, bo nie wiem czy to z powodu okresu czy przez toczeń czy mój krzywy kręgosłup), swędzi mnie głowa (przez cholerny łupież albo sama nie wiem, co; tak, mam zły szampon, wciąż używam biotebalu z nadzieją że przestaną mi w końcu wypadać włosy), bolą mnie stawy skokowe (mowa wina - cholernie się ostatnio przeforsowałam, ale co się dziwić, skoro lepiej się już czuję i śmigam po mieście jak pierdyknięta, zapominając, że NIE POwiNNAM) oraz tak mi ostatnio wali serce, jakby miało zamiar wyskoczyć z piersi (nie sądziłam, że może to aż tak utrudniać życie).

   Do tego mam wrażenie, że ostatnio zbyt skupiam się na sobie i mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Nie słucham uważnie tego, co mówią do mnie inni i potem nic nie wiem (co można by zwalić na toczeń i haschimoto, bo charakteryzują się także trudnościami ze skupieniem się, koncentracją itp). Siedzę sobie, robię deku, rozmyślam nad pracą....

http://s2.favim.com/orig/150716/alone-black-and-white-depression-girl-Favim.com-2967992.jpg

 

   No tak, praca. Kolejny drażliwy temat, ale to może nie na dziś.

   Na chwilę obecną mam dość swojego chorego ciała. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mam jednocześnie szczęście - ostre fazy choroby mam jak na razie za sobą. Ale... To tak samo jak wtedy, gdy miałam remisję. Czułam się zdrowa, choroba trwała w uśpieniu, ale wciąż powracały do mnie natrętne myśli, że TO we mnie cały czas jest. Tak samo teraz. Jest poprawa, ale ONE wszystkie we mnie cały czas tkwią, gotowe w każdej chwili uderzyć. I jest ich coraz więcej... To straszne.

   I tym milutkim akcentem zakończę.

P.S. Pisanie mi nieco pomogło. Polecam.

http://i2.pinger.pl/pgr68/25c48015002ca6e25164159e/smutny%20u%C5%9Bmiech.jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ogólny stan

wtorek, 23 sierpnia 2016 0:36

      W ramach aktualizacji...

      Mój stan na dziś przedstawia się dobrze, a jednocześnie nie za dobrze... Cholera, czy już zawsze będę miała jakieś ALE? Jeśli chodzi o bóle kości i stawów: wciąż czuję prawy bark, sporadycznie odzywa się prawe biodro, naprzemiennie stawy skokowe, kolana, nadgarstek, kręgosłup (który mam krzywy jak wieża w piź.. Pizie). Wszystko to są bóle, wydaję mi się, bardziej takie przeciążeniowe i nic nie puchnie, a to już chyba coś pozytywnego. Wciąż mam też lekko sztywny środkowy palec lewej ręki - ha, ha, ha, super, że akurat TEN palec... O, i jeszcze jedną rzecz mogę zaliczyć na plus w całym tym harmiderze: kciuk, którego nie mogłam zgiąć od przeszło czterech i pół roku, wreszcie popuścił i już nie jest sztywny! Wiwat RZS!

http://www.polyvore.com/cgi/img-thing?.out=jpg&size=l&tid=44882684

         Ok, ale co dalej?

         Włosy wciąż wylatują, chociaż teraz wypróbowuje cały ten słynny BIOTEBAL. O efektach albo ich braku będę pisać za jakiś czas... Serce? No daje w dupę, daje... Ostatnio odczuwam je nawet bardziej. Już nawet nie pamiętam jakie to uczucie, gdy serce bije normalnym rytmem... Czasami siedzę lub leżę sobie spokojnie, a ono tak dudni w piersiach, słychać je i czuć... BUM, BUM, BUM. Zespół preekscytacji... Boże, mam nadzieję, że będzie się to dało wyleczyć! Przez to cholerne serce znowu nie będę mogła jechać do sanatorium! Ostatnio przepadło mi przez białkomocz, teraz przez cholerne serce! Niech to szlag!

         Ale spokojnie, spokojnie... Niczego nie przesądzajmy. Bądźmy dobrej myśli. To się da WYLECZYĆ. A jak nie to damy w łapę i będzie sanatorium jak ta lala... ha, ha. 

         Do tego od dłuższego czasu utrzymuje mi się anemia... Ale przy toczniu to ponoć nic niezwykłego. PONOĆ.

         No i na koniec to wieczne osłabienie... Tzn ostatnio tak mam. W niewielkim stopniu przyczynia się do tego zapewne moje PMS, a i pogoda robi swoje... Ta wilgoć w powietrzu i w ogóle. No i doskwiera mi ostatnio brak apetytu... na jedzenie, rzecz jasna. Cóż.

https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTKermQ5GkDlwwDJadN1VozCA-nxQJwWMV5fe-vpxgUiyyTSjX2

 

         No ale ogólnie robię swoje, żyję, mam więcej energii, mogę skakać, biegać (wiadomo, nie za dużo, ale jednak), chyba więcej się śmieje... Więc mimo wszystko jakiś progres jest. Zwłaszcza jak przypomnę sobie to, co działo się w zeszłym roku, który był jak dotąd najgorszym w całym moim życiu.

          Reasumując?

          Nie wolno się poddawać. Za żadne skarby świata!Trzeba szukać pozytywnych rozwiązań, nie martwić się na zapas, trzymać głowę wysoko, być silnym, wytrwałym, zdeterminowanym do walki o lepsze jutro. Wszystko jest możliwe, wystarczy tylko chcieć. Każdy ma w sobie tę siłę, KAŻDY, nawet jeśli jest się przekonanym, że ABSOLUTNIE NIE. To bzdura. Jeśli się chce, można zwyciężyć wszystko.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zespół preekscytacji

niedziela, 24 lipca 2016 20:21

      Byłam ostatnio u kardiologa.

      W porównaniu do poprzedniej lekarki? Niebo a ziemia!

      Pan doktor był bardzo sympatyczny, zbadał mnie, opowiedział nawet dowcip... No i będę obserwowana pod kątem zespołu preekscytacji.

       Co to takiego?

       Nie będę się tu zbytnio rozwodzić... To jakiś błąd w przewodzeniu jakichś tam impulsów z przedsionka jakiegoś tam do czegoś tam.... Wiecie już wszystko? Co dziwne, wszędzie pisze, że to wada wrodzona - będę musiała zapytać o to lekarza przy kolejnej wizycie. Bo ja to mam przecież po leku - prawda?? Po tym przeklętym Equoralu, który brałam przez trzy miesiące roku dwa tysiące piętnastego...

       Wracając do lekarza...

       Rozbroiło mnie, że nie dał mi terminu na przyszły rok... Co nie byłoby już dla mnie niczym nadzwyczajnym, chociaż tragicznym owszem. Za to powiedział: Kurczę! No nie dam dziewczynie z zaburzeniami rytmu serca terminu na przyszły rok!  I tak oto idę do niego 18 października, zaś 3-ego mam badanie HOLTER EKG - dwudziestoczterogodzinne badanie, mające zarejestrować prace mojego serca. Ma też przy okazji ewentualnie potwierdzić tytułową diagnozę...

      .... która, gdyby się potwierdziła, oznacza kolejny szpital. I zabieg, który ani trochę mi się nie podoba - ablacja.

       "W celu wykonania ablacji do serca przez tętnicę udową lub żyłę udową wprowadzona zostaje specjalna elektroda (...)"

      Już samo to brzmi mocno niefajnie... Ale... Szczerze? Gdyby trzeba było to zrobić, zgodziłabym się.... tak na... 99%. Zwłaszcza, jeśli miałoby mnie to wyleczyć. A przynajmniej teraz tak myślę....

       No ale cóż.... Poczekamy, zobaczymy!

       Jeśli zaś chodzi o moje aktualne samopoczucie... Od dwóch dni najbardziej dokuczają mi zawroty głowy. Może to przez serce i upały, a do tego mam też okres... W każdym razie co wstanę, to robi mi się ciemno przed oczami! A teraz jeszcze jakiś cholerny ból rozpierdala mi łeb... Tak, tak, zdarza mi się przeklinać. Każdemu się zdarza!

       Tak więc.... Olewam wszystko i lecę... dalej buszować po necie.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Przyjaźń/rodzina a choroba

niedziela, 24 lipca 2016 19:43

       Taki mi się oto temat nasunął, ponieważ zauważyłam, że mnóstwo osób ma taki problem. Mianowicie, że rodzina/przyjaciele odsuwają się od ciebie plecami w obliczu choroby. A nawet jeśli się nie odwrócą, patrzą na ciebie jak na radioaktywnego kosmitę bądź obgadują za plecami, mówiąc: Wiesz, on/ona tą chorobę symuluję, przecież to na kilometr widać! Patrz, jak dobrze wygląda! Robi wszystko, gotuje, sprząta, chodzi...

       A czy mamy, kuźwa, jakieś inne wyjście?

       Chyba że dolegliwości zwalą nas totalnie z nóg i przykują do łóżka...

http://data.whicdn.com/images/34924543/large.jpg

 

       Ja mam to szczęście, że rodzina rozumie, że jestem chora, gdy trzeba to mi pomaga i nie twierdzi, że przesadzam. A rodzinę mam sporą (mówię tu też o ciotkach itd...). Nikt wokół mnie nie skacze i wiadomo, że każdy pilnuje głównie własnych spraw, ale nie ma głupiego dogadywania i złośliwości.

        Poza tym wokół chorej osoby nie trzeba wiecznie skakać i głaskać jej po głowie! Przede wszystkim trzeba zaakceptować to, że ktoś jest chory i chociaż postarać się ZROZUMIEĆ. Ja wiem, że na świecie jest masa hipochondryków wmawiających sobie różne choroby i dolegliwości, ale na Boga!, jak można mówić osobie, która zmuszana jest łykać codziennie cały zestaw tabletek, która ma czarno na białym napisane na papierze - toczeń rumieniowaty układowy, reumatoidalne zapalenie stawów czy inne gówno, że sobie to zmyśla i na pewno nie jest chora, bo DOBRZE WYGLĄDA!

https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSnkQ_fn7R1QZcAtmEPY4M1C8HDEqEgslu47tckoBpRi2GdGi9MCg

 

      O tym powinno się jak najwięcej mówić!

      Ja jestem chuda, staram się być zadbana, chodzić z wysoko podniesioną głową i czy ktoś by powiedział, że mam RZS, TRU, Haschimoto oraz problemy z sercem? Ile osób mijam codziennie na ulicy, chociażby w Krakowie? Nie zdziwiłabym się, gdyby przynajmniej co dziesiątej coś dolegało, chociaż wyglądałaby nie wiem jak zajebiście.

       Mam przyjaciółkę, z którą przez pewien czas w ogóle nie rozmawiałam o mojej chorobie. Było to nie dalej jak rok temu, gdy wszystko zaczęło się na nowo. Przestałam jej mówić o czymkolwiek, bo jedyną reakcją było spoglądanie  w dal, jakby tylko czekała aż skończę, po czym następowała zmiana tematu... Jak gdyby nie mogła w ogóle ogarnąć, o czym ja do niej mówię. Albo nie wiedziała do końca, jak na to zareagować.

        Co się stało?

        Tak do końca to nie wiem. Może punktem zwrotnym były mojej szpitale, a później zdiagnozowanie TRU? Pewnego dnia znalazłam też na necie krótko wypunktowane, jakie są podstawowe objawy tocznia. Przeczytałam jej to, bo chciałam, żeby zwyczajnie zrozumiała, z czym wiążę się moja choroba.

        W tej chwili gadamy o tym całkiem swobodnie. Może zrozumiała, że nie wymagam od niej jakichś cudów.... Ja po prostu potrzebuję się czasem wygadać, ponarzekać, uzewnętrznić. I wreszcie mogę to zrobić nie dostając w zamian tego pustego wyrazu twarzy mówiącego: dobra, dobra, skończyłaś już?

         Reasumując (kuźwa, ależ się rozpisałam, jest w tym w ogóle jakiś sens?) apeluję, aby starać się rozumieć chorą osobę. Mężowie, żony, dzieci i cała reszto! Zdajcie sobie sprawę, że to bardzo wiele znaczy dla chorego. Odrobina wsparcia, wysłuchanie go. Nie zbywajcie nas tekstami w stylu: Ej, ty, weź nie wydziwiaj! Ludzie umierają na raka, inni mają gorzej, a ty co? Dzieje ci się coś? Rusz tyłek i nie wydziwiaj!

         Więcej zrozumienia, potrzebujemy was i waszego wsparcia! Bliscy was potrzebują!

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/b1/1f/f0/b11ff02ab50e112b09bee630719e8414.jpg

 

         Wiem, wiem, ja tu sobie gadu gadu, a i tak mało kto to przeczyta, a już na pewno wyciągnie z tego wnioski :) Niemniej jednak musiałam o tym wspomnieć, bo leżało mi to na sercu, a bloga mam właśnie po to, żeby o wszystkim pisać!

           Bye, bye! ;)


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Szczęście w nieszczęściu

sobota, 16 lipca 2016 21:54

     No cóż, czas mija i można by powiedzieć, że powoli dochodzę ze sobą do ładu - ale nauczyłam się też nie cieszyć na zapas, nieprawdaż?

     Myślę że przygoda z toczniem dopiero przede mną - ta najgorsza. To takie realistyczne myślenie. Bo jeśli spojrzeć na to bardziej życzeniowo, to najchętniej nie chciałabym mieć z tą chorobą nic wspólnego....

     Dalej łykam leki. 15mg metotrexat, 2x200mg plaquenil, 4mg metypred, wapń, witamina D3, betaloc na serce (w środę wreszcie kardiolog!!!), euthyrox (endokrynolog w sierpniu) oraz magnez, bo mi coś nogi drętwieją... Ależ to wszystko pokichane.

       Z racji tego, że rehabilitacje mam dopiero w listopadzie, noszę się z zamiarem wykupienia karnetu na basen - począwszy od sierpnia. Oprócz tego staram się oczywiście trzymać dietę - składającą się z lekkiego jedzenia i innych pierdół, chociaż oczywiście nie jest to jakieś takie... nieelastyczne. Pozwalam sobie od czasu do czasu na jakieś ciastko, kawałek czekolady, tosty czy mięso. Nic strasznego mi się po tym nie dzieje.... chyba że przesadzę z ilością jedzenia. Cóż....

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/4c/25/16/4c25162c59b507289e51882627b4124d.jpg

 

        Czy mnie coś boli? Owszem, jakoś od wczoraj stawy skokowe, wciąż nieco dokuczają barki, mam problemy ze zgięciem palca środkowego lewej ręki, no i oczywiście nawala mi mój krzywy kręgosłup. Jak się przeciążę, dochodzi także ból kolan i prawego biodra.

      Ja się pytam - i jak tu pracować???

      Ale myślę powoli nad tą kwestią, bo wiadomo jak to jest z brakiem kasy.....


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 10 grudnia 2016

Licznik odwiedzin:  21 432  

Horoskop

Lew

Sobota nastroi cię dobrym samopoczuciem - dzisiaj będzie OK, może nawet poczujesz się jak ''ryba w wodzie". Będziesz mieć potrzebę znalezienia chwili na czytanie książek i szukanie motta na następny dzień.

więcej na horoskop.wp.pl

Słownik internetowy

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Galerie

O mnie

Jestem Kaśka. Kocham muzykę, książki, filmy, spacery i wiele innych rzeczy, których nie mogę robić z powodu mojej choroby. Dlatego właśnie pisze tego bloga. Chcę poznać osoby takie jak ja. Jesteście tam?? Jeśli tak to piszcie! I nie poddawajcie się! Tak jak ja się staram nie poddawać...

O moim bloogu

Mając niespełna 20 lat zachorowałam na Reumatoidalne Zapalenie Stawów, chorobę, która diametralnie odmieniła moje życie. Tego bloga pragnę poświęcić głównie pomstowaniu na tą p...

więcej...

Mając niespełna 20 lat zachorowałam na Reumatoidalne Zapalenie Stawów, chorobę, która diametralnie odmieniła moje życie. Tego bloga pragnę poświęcić głównie pomstowaniu na tą podstępną żmiję, która zatruła mój organizm - narzekaniu, wypłakiwaniu się, rozmyślaniu, dygresjach... Piszę ten Pamiętnik przede wszystkim dla samej siebie. Ale może i kto inny na tym skorzysta...

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 21432

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl