Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 310 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Przyjaźń a choroba

sobota, 18 lutego 2017 20:27

    Nie pamiętam, czy już poruszałam ten temat, czy nie... Niemniej naszło mnie ostatnio kilka myśli odnośnie przyjaźni i tego, czy choroba coś zmienia, jak zmienia i czy dzieli, a może raczej łączy ludzi... 

https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRKZ0lIZm3oQlXgUr9i0tzRRIHUlcyz-XVlzkD7W5ab01g9Lzga

 

     Mam wieloletnią przyjaciółkę. Znamy się od podstawówki i jakoś przetrwało to do tej pory, chociaż jesteśmy ZUPEŁNIE różne. Zachorowałam i nawet to nie zniszczyło naszej przyjaźni. Tylko czasem zastanawiam się, czy to faktycznie taka wielka przyjaźń, pełna zrozumienia i wzajemnego wsparcia... Jeśli ktoś zadałby mi w tym momencie takie pytanie, moja odpowiedź brzmiałaby... NIE. Z całkowitą, brutalną szczerością muszę przyznać, że nie. 

      Problem tkwi w tym, że ona totalnie nie ogarnia mojej choroby (chorób). W sumie to sama nie wiem, co myśli na ten temat... Traktuje to jako coś, co jej nie dotyczy? Tylko czy tak powinna traktować te sprawy prawdziwa przyjaciółka (jeśli się za taką uważa)? 

      Staram się żyć normalnie, ale nie ma opcji, żebym żyła i reagowała jak normalny człowiek (zdrowy). W jednym momencie mogę fikać koziołki, a zaraz potem leżeć zemdlona i senna, bo coś ścina mnie z nóg. Gdy jestem na mieście i np czekam na autobus czy jadę tramwajem, szukam miejsca do siedzenia - aby spocząć chociaż na krótką chwilę i dać odpocząć nogom, bo czasem nawet niewielki wysiłek powoduje zmęczenie czy nawet ból kolan. Moja przyjaciółka tego nie rozumie, bo inaczej nie reagowałaby parsknięciem i zniecierpliwieniem na moją delikatną sugestię, że chciałabym sobie usiąść, bo mnie coś boli... Ją też boli! Pracowała cały dzień! A może ona sobie myśli, że jak ja siedzę sobie prawie całymi dniami i nic nie robię, to nie mam powodu do zmęczenia? A tu właśnie o to chodzi, że ja mogę nic nie robić, a nie mieć siły poruszyć choćby palcem! Ostatnio rano obudziłam się i wstałam rześka jak skowronek, a po dwóch godzinach poczułam taką słabość w całym ciele, że nie miałam siły ustać na nogach, musiałam się położyć i przespać dwie godziny... Mam trzy choroby, w których jednym z podstawowych objawów jest zmęczenie i osłabienie... A do tego biorę leki na serce, które dodatkowo obniżają moje i tak już niskie ciśnienie. W takim wypadku raczej dziwne by było, gdybym wytrzymywała całe dnie na nogach... 

       Tak więc zero zrozumienia. Totalne ZERO. Jakby jej w ogóle nic nie interesowało. I pewnie tak jest... Czasem wysłucha, ale na tym się kończy. Czy to dlatego, że wszelkie ewentualne narzekania pokrywam uśmiechem bądź wzruszeniem ramion? "Aaa, boli mnie ten bark cały czas, w sumie to nie wiem od czego... pójdę do lekarza, to może w końcu coś mi na to zaradzi, no bo ileż można, nie? Hahaha...". Czy byłoby inaczej, gdybym załamała ręce, popłakała się i wykrzyczała całą swoją nienawiść do tych wstrętnych chorób? 

      Szkopuł w tym, że to nie w moim stylu.. Znaczy... Nie zrobiłabym tego. Zresztą nie ważne! 

      W każdym razie smutno mi i trochę mnie rani takie jej olewające podejście do mojego zmęczenia... Zupełnie jakbym sobie wszystko wymyślała. Super, nie? Ale myślę o tym tylko czasami... Dzisiaj mnie tak naszło, bo mi napisała, że facet, z którym się spotyka jeździł gdzieś na roboty do Warszawy i musiał zwrócić cały hajs, który dostał, bo robota była źle wykonana... Generalnie zrobili go w ciula. No i że on taki biedny, bo mu się nic w życiu nie udaje (rozwodnik... zdradzał żonę, więc...) i że ona się modliła za niego w kościele, żeby mu się w końcu w życiu ułożyło... 

      Czytając jej wywody, omal oczy nie wyszły mi z orbit. 

       On biedny? Może wyjdę na jakąś świruskę, ale człowiek, który ma ZDROWIE, ma wszystko!!! Gościu zaraz się ogarnie, stanie na nogach, znajdzie kolejną robotę i wyjdzie na prostą... A OSOBA CHORA? Niepełnosprawna? Kuźwa... No fakt faktem, zdrowy człowiek tego swojego zdrowia nie docenia, więc czego ja się czepiam? 

tumblr_nrqdbs92So1uri902o1_400.jpg

 

        Na szczęście mam super faceta, który może i nie lubi zbytnio zagłębiać się w tematykę moich chorób (tzn tych gorszych rzeczy, które mogą mi się ewentualnie kiedyś dziać - ale przecież mi się teraz nie dzieją, więc o co mi w ogóle chodzi?!), ale za to wykazuje bardzo dużo zrozumienia dla moich zmiennych nastrojów, nieoczekiwanych stanów zmęczenia czy bóli przychodzących "znikąd"... No i mam jeszcze jedną przyjaciółkę, która też nie ma łatwego życia, a znamy się od liceum... I to z kolei jest przyjaciółka od serca. Pełne zrozumienie, możemy gadać na każdy temat, śmiejemy się z tych samych rzeczy i dosłownie rozumiemy się bez słów... Znamy się od liceum i wciąż mnie zdumiewa, że to dalej trwa, mimo iż mieszkamy tak daleko od siebie. Ale da się? Da się! I modlę się, żeby to trwało jak najdłużej, bo przyjaźń przyjaźnią, ale bardzo łatwo może się rozpaść, jeśli obie strony nie dbają o jej pielęgnację...

http://www.cosmopolitan.pl/u/ic/W1/u/a/16/02/20-oznak-ze-jestescie-przyjaciolkami-na-cale-zycie_60.jpeg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zimowa zawierucha

poniedziałek, 13 lutego 2017 19:12

      Nadszedł luty. Rozpoczynam trzeci tydzień rehabilitacji. Tak, doczekałam się! Fizykoterapia, masaże, ćwiczenia. Od masaży po tygodniu dorobiłam się czerwonych pryszczy na plecach (niestety) od oliwki, więc musiałam zakupić jakąś inną... Wciąż próbuje pozbyć się wysypki, jednak zadanie to zapowiada się jako trudne, bo wciąż mam masaże i te plecy ciągle na nowo podrażniane są przez masowanie... Cóż, muszę dociągnąć jakoś do końca i potem to wyleczę.

tumblr_ma0v6qAtzp1rosre5o1_500.jpg

 

       Oprócz tego mam prądy na mój bolący bark i... szczerze? Jakoś niespecjalnie wierzę, żeby miały mi pomóc. Boli mnie to już od ponad roku z różną intensywnością i jest raczej kwestią przeciążeniową. Zapytam o to 21 lutego mojej lekarki i od tego, co powie - i czy coś na to zaleci - zależy, czy dalej będzie mnie leczyć. Ponieważ na serio rozważam zmianę lekarza na kogoś bardziej doświadczonego. To samo tyczy się endokrynologa - mam zamiar poszukać ginekologa-endokrynologa, czyli dwóch lekarzy w jednym, żebym nie musiała chodzić do stu różnych... 

       Co do moich włosów... Przerzuciłam się jakiś czas temu na szampon i odżywkę Radical. Do tego po przerwie znów wzięłam się za nakładanie maski WAX. Najbardziej zauważalny plus to taki, że szybciej rosną mi włosy... chociaż lecą dalej. Myślę, że może być to spowodowane dodatkowo tarczycą i moim haschimoto. Tak samo kołatania serca, które ostatnio znów jakoś silniej odczuwam. 

      Eh, walić to! Idę zmywać odżywkę z włosów, potem może coś jeszcze popisze, posłucham muzyki, poczytam... i do spania. Jutro kolejny dzień rehabilitacji!

tat3.jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Okres wzmożonych zachorowań

piątek, 16 grudnia 2016 22:34

     Boże, co za masakra.... Dawno nie byłam tak przeziębiona..czy nawet chora? Zaczęło się w ostatni piątek od lekkiego pokasływania, po weekendzie zaczęło mnie boleć gardło, najgorszy kaszel następował wieczorem i tak jest po dziś dzień plus katar, który najgorszej zatyka mi nos nocą i nad ranem. Rano mnie już nie bolało gardło i było jakby lepiej, ale teraz... Ja chyba zaraz wypluje płuca. To łaskotanie jest okropne i kaszel, kaszel... Chyba długo dziś nie usnę... Jak mi nie przejdzie w końcu do poniedziałku, to idę do lekarza - chociaż trochę do dupy tak lądować przed świętami na antybiotyku... No ale, jak wiadomo, choroba nie wybiera... 

     Gorączki nie mam. A katar... mam wrażenie, jakby zatykały mi się od niego uszy... Oby mi tylko na zatoki nie poszło.... Zresztą... Co za różnica... Byleby być zdrową, zanim oszaleje!!!

http://bi.gazeta.pl/im/2/11227/z11227792Q,Czy-kiedy-mama-jest-chora--maluch-tez-musi-zachorowac-.jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Szczypta uśmiechu - komentarze

sobota, 12 listopada 2016 18:18

       Moje obecne samopoczucie psychiczne? 

       Lepsze, o wiele lepsze. Bo i lepiej się czuję. Oczywiście nie jest idealnie, ale czy kiedykolwiek będzie? Jest na tyle dobrze, że jestem raczej zadowolona. Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę to, w jakim stanie byłam jeszcze ponad pół roku temu... 

        Czytam Wasze komentarze i serdecznie za nie dziękuję. Dają mi wiele do myślenia. Bardzo mi miło, że macie w ogóle ochotę czytać moje wypociny, jeszcze przyjemniej, jeśli tu wracacie! Nie byłabym jednak do końca sobą, gdybym nie wspomniała, że piszę przede wszystkim dla siebie, dla swojego spokoju duszy! 

         Niemniej jednak trudno mi nie dostrzec, że pisząc tego bloga, docieram do jakiejś tam bliżej nieokreślonej  liczby osób. Wielu z Was przeżywa to samo, co ja, być może częściowo utożsamia się z moją (skromną) osobą. Każdy miewa swoje wzloty i upadki. Lecz co by mi sprawiło największą przyjemność? Gdyby, za pośrednictwem słów zawartych w moich wpisach, udało mi się tchnąć w Was wiarę, nadzieję i siłę do walki. Nie mówiąc już o motywacji i optymizmie. 

https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTfPwO1BIGMAythLyDPe-rLelnAiRqtrT1RAakCkL-p8BA6M70gXw

 

         Czy jestem do tego odpowiednią osobą? 

         Sami wiecie, przez co przechodziłam w ciągu ostatniego roku. Niczego nie ukrywałam. Wydaje Wam się, że życie się dla Was skończyło? Że nie ma dla Was ratunku? Że nikt Was nie rozumie? (Z tym ostatnim to... cóż, bardzo prawdopodobne. Chorego zrozumie tylko drugi chory.) Przeczytajcie moje wpisy sprzed miesięcy. I kolejne. Aż dojdziecie do aktualnych... Jest różnie, może też dlatego, że mam nieco rozchwiany charakter... (Niekiedy łatwo łapię doła i chodzę całymi dniami nabzdyczona, a innym razem ćwierkam radośnie jak skowronek, chichram się i plotę trzy po trzy...), ale JESTEM TU. Wciąż tu jestem. Nie złamałam się, a było naprawdę ŹLE. Trzeba to przetrwać. Da się to przetrwać. Kiedyś już to chyba pisałam, zresztą sama nie wiem... Ale człowiek jest silny i często może znieść więcej niż jemu samemu się wydaje!!! 

http://www.temysli.pl/upload/images/medium/2016/01/Moja_sila_2016-01-21_23-02-28.jpg

 

         Jeśli czujesz, że leczenie nie przynosi efektów i nie idzie dogadać się z lekarzem - znajdź innego! Tak, to mówię JA, która zmianę lekarza rozważała chyba ze trzy miesiące, po czym czekała pół roku, żeby iść do wybitnego dr Olasa! Tak było! Ale dzięki temu mogę teraz dać Wam tą wskazówkę - nie czekajcie, szukajcie dobrych specjalistów jak najszybciej! Nie ma sensu się męczyć!

         Może większość moich wpisów faktycznie ma wydźwięk raczej negatywny i depresyjny... Jest tak, ponieważ TO MIEJSCE stworzyłam właśnie po to, żeby wylewać tu przede wszystkim swoje żale i smutki oraz wszelkie najgorsze myśli, które mnie nawiedzają! Żebym nie musiała obarczać nimi nikogo z moich bliskich!I żebym nie musiała tłumić ich w sobie, ponieważ tak nie wolno robić, bo to się zawsze kończy źle, a w dodatku niszczy nas od środka! 

         Chciałam przez to powiedzieć, iż to, że zamieszczam tu tego typu treści, nie oznacza, że ja nimi żyję na co dzień. Może stałam się ostatnio nieco bardziej melancholijna, ale ogólnie jestem dość spontaniczną i wesołą osobą! Wygłupiam się, bywam gadatliwa, robię mnóstwo rzeczy. Kocham czarny humor, ironię. Nie siedzę w kącie i nie rozpaczam! Wyrzucam z siebie tutaj negatywne emocje, a potem wracam do życia. Walczę. Nie tracę ani optymizmu, ani nadziei, ani wiary, wciąż na nowo odnajduję w sobie siły potrzebne, by żyć! I Wy też to potraficie, jestem tego pewna!

           AMEN!

http://i.pinger.pl/pgr310/a33edb1000156f7451ff8d05/25f56422001c3ea0503a0b33.jpg

 

P.S. Do mei: - mam nadzieję, że znalazłaś dobrego lekarza i czujesz się już lepiej! Czekam na wieści i trzymam za Ciebie kciuki!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Serducho

sobota, 12 listopada 2016 17:21

      Ah, no i pisałam kiedyś o tym moim sercu... I zespole preekscytacji. Swoją drogą, jakie to irytujące! Lekarz postawi jakąś diagnozę (nawet przypuszczalną), człowiek się nadenerwuje, że to może być to i to, i co wtedy.... Badają cię pod tym kątem, a potem okazuję się, że to może być coś innego... No szlag!

      Ja miałam mieć zespół preekscytacji. Ale po ostatnim badaniu (Holter EKG) zwątpiłam w kompetencje lekarza. Wynik wyszedł mi bardzo dobrze. Zero arytmii, zero innego gówna. Tylko że!!! Pytam lekarza miesiąc wcześniej... Czy przed badaniem powinnam odstawić leki? Nie, nie, to nie jest konieczne. Więc brałam, ale teraz tego żałuje, bo jak miał mi wyjść prawidłowy wynik, skoro cały czas brałam leki, które stabilizowały stan mojego serca?!?!? 

       Pojawiła się więc inna (prawdopodobna!) diagnoza. Wypadanie jakiejś tam zastawki... Kolejne badanie: echokardiografia (usg serca). Będę je miała robione prawdopodobnie pod koniec listopada, dlatego już teraz odstawiłam lek. Znów pojawiły się kołatania i jeśli będzie naprawdę źle, wezmę tabletkę. Ale wolałabym nie. I ciekawa jestem, jaki wtedy wyjdzie mi wynik. Czy znów będzie dobrze?

       Następna wizyta u kardiologa w styczniu. 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Śnieżek

sobota, 12 listopada 2016 17:00

        Zgadza się, sypie śniegiem... Nie za mocno, ale jak dotąd nasypało tyle, że trawa i dachy pokryły się delikatną białawą mgiełką. Do jutra pewnie i tak wszystko zniknie...

http://st.depositphotos.com/2445039/4385/v/450/depositphotos_43852717-Melting-snow-ice-in-a.jpg

 

        Siedzę dzisiaj w domu (ale mi nowość, haha), gotowałam obiad w towarzystwie mojego bratanka, a teraz buszuje po necie i słucham muzyki. Jakiż to szalenie interesujący i konstruktywny dzień... 

https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRamGTOy3J8jMLsm8o8P6ywcPY7xpmX8Nrlng5tpF39C9FJXAXr

 

        Plany na najbliższy tydzień? Jechać do Krakowa, załatwić kilka spraw, poprawić dwie spartaczone rzeczy - komódkę i sekretarzyk (bo ja oczywiście nic nigdy nie mogę zrobić dobrze za pierwszym razem!). 

         Ktoś mi tu proponował jakieś maści na stawy... Nie, dziękuję. Testowałam już chyba każdą możliwą, a przynajmniej większość. Obecnie najlepszą jest Olfen, którą używam do smarowania mojego barku, oprócz tego przeciwbólowo zażywam tabletki Olfen (lecz musi być ze mną już naprawdę ŹLE). Do tego mój stały zestaw: Metotab, Plaquenil, Metypred i inne (czyt: badziewne suplementy i witaminy). Bla, bla, bla... Wiadomo jak kocham te moje "śniadania"... 

http://1v1d1e1lmiki1lgcvx32p49h8fe.wpengine.netdna-cdn.com/wp-content/uploads/2013/12/painkillers.jpg

         Chyba też zacznę się powoli rozglądać za jakąś pracą na stałe. To pewnie i tak zajmie w ch... czasu. Może uda mi się znaleźć coś innego niż sprzątaczkę i pracę biurową - przypomnę, że mam umiarkowany stopień niepełnosprawności. Jakiś nieduży sklepik byłby w sam raz (byle nie spożywka!). Umiem obsługiwać kasę, nie znoszę lenistwa w pracy, dlatego wszędzie panowałby ład i porządek, jestem szalenie miła i cierpliwa dla klientów, nawet jeśli mnie wkurzają, a wiadomo, że do takich ludzi (i miejsc) ludzie wracają! Do tego cechują mnie punktualność, uczciwość, szybko się uczę i jestem bardzo kumata... Haha, ciekawie by było opisać siebie w ten sposób na rozmowie o pracę ;) No ale wiadomo, że nie wszystko można... Dlatego słowo "wkurzający" zastąpiłabym "trudny, bo wiadomo, że nie wszyscy są mili i bezproblemowi" oraz skasowałabym "kumata", bo lepiej brzmi "bystra i szybko uczę się nowych rzeczy" :-P 

         Nie ma to jak dobra autoreklama xD

tumblr_ma0v6qAtzp1rosre5o1_500.jpg

 

P.S. Jest już listopad. Miała być rehabilitacja. Wciąż czekam na telefon. W końcu się wkurzę i zadzwonię sama... Życie!

P.S.2. Testuje właśnie na moich wypadających włosach szampon i wcierkę Jantar. Do tego mam szczotkę Tangle Teezer oraz starą odżywkę z kwasami omega i innymi witaminami. I nie myję już głowy byle jak, na szybko, jak to miałam w zwyczaju, ale masuje skórę głowy delikatnymi ruchami, aby pobudzić skórę i cebulki włosowe. Efekty oraz moja opinia na temat preparatów już za kilka tygodni!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jesienne aktualności

sobota, 29 października 2016 23:30

       Dawno nie pisałam, bo jakoś nie czułam potrzeby... Teraz poczułam. A dokładniej po kąpieli. I po kolejnym myciu głowy. I po kolejnej straconej garści włosów.... :-( 

       Długo zapuszczałam te moje włosy i sięgają mi już za ramiona. Górę mam ściętą na krótko. Jeszcze ponad pół roku temu cieszyłam się, że mi zgęstniały - zwykle były krótkie i liche. No i nadszedł czas zażywania Metotrexatu... Przyszedł toczeń... Chyba bym się popłakała, gdyby nie tliła się we mnie jeszcze mała iskierka nadziei, bo nie wszystkie metody jeszcze wypróbowałam... BIOTEBAL, suplement diety z najlepszymi witaminami... A włosy dalej lecą i robią się takie rzadkie, że zaczynam się bać. Dopiero teraz zaczynam się bać! 

https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSitxs4uVPAw_Nkzqjs5UzdsJu7algQAE84EUU3UNVcR4JHqUPB

 

       Ostatnia nadzieja w odżywce, o której właśnie powiedziała mi mama... którą stosują osoby po chemioterapii.

       Boże, naprawdę mam ochotę się załamać i płakać... ;-(  To po prostu widać, że one robią się coraz rzadsze :-( 

       Już nawet mniej się przejmuję bolącym barkiem (odczuwanym po przeciążeniu lub na zmianę pogody) czy stawami skokowymi (gdy za dużo chodzę) oraz rękami (gdy porobię za dużo decoupage). 

        Widzicie jak to jest? Jak nie jedno, to drugie... Jedno przechodzi, drugie przechodzi, ale dopada kolejne - tak samo przejebane. Czy załamię w końcu ręce, schowam się do kąta i powiem, że mam dość? 

         No (niestety) NIE. Chciałabym, ale nie mogę, nie potrafię. Bo w końcu musi być dobrze. MUSI! Nie może być wiecznie ŹLE! 

          W ostateczności kupi się jakąś zajebiście wypasioną perukę.... Prawda? 

https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTfTFWmYuhsU5eYXH78ASHrfTx0-ejvV9JFkDUugPBxSWzj75bz


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

ZeChorA

niedziela, 28 sierpnia 2016 23:46

      Nie mam pojęcia, czy taka nazwa istnieje, nie chce mi się sprawdzać, ale sądzę, że będzie stanowiła idealny skrót myślowy dla moich chorób - czyli: Zespół Chorób Autoimmunologicznych.

      Hm, moją mamę to nawet ubawiło...

      I taka moja myśl dnia: te wszystkie choroby są przejebane i dziwne by było się przy nich nie załamać. Załamujcie się, płaczcie, przeklinajcie, wykrzyczcie swój ból, frustrację, bezsilność. Róbcie to. Ale zawsze potem się podnoście! Nie tkwijcie w dołku! Upadajcie, to nieuniknione w najgorszych chwilach, ale zawsze wstawajcie i idźcie naprzód! Nic nie trwa wiecznie, każdy stan w końcu mija! Niekiedy trzeba pocierpieć bardzo długo, wydaje się, że ból nie minie i będzie trwał bez końca, ale to nieprawda. Dlatego zaciskajcie zęby, głowa wysoko i podnoście się! Jesteście silni, nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo, wygracie!

http://favim.com/orig/201107/13/beach-fashion-freedom-girl-happy-shorts-Favim.com-103713.jpg


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pisać, pisać, pisać!!!

środa, 24 sierpnia 2016 22:32

   Jak ja nienawidzę się tak czuć...

https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcS4zIyrwfa2I8O1NnpsVY4dhE8OwDV-oODGPkjd0oIKbcPfkicepg

 

   Głupio zwalać to na zbliżający się okres - a przynajmniej wydaje się to być głupie - ale zdarza się to już nie pierwszy raz. Te dołujące myśli. I to zawsze przy okresie. Przez hormony? Myślicie, że mogą mieć one taką destrukcyjną siłę?

   Jeszcze się ostatnio wygadałam przed chłopakiem, że zespół preekscytacji można wyleczyć poprzez zabieg... ale już nie mówiłam jaki, bo dopiero byłoby gadanie! Wystarczy, że teraz na słowo  ZABIEG dostaje jakiegoś pierdolca i gada, że on mnie nie chce stracić, że co on beze mnie pocznie... Kurna, kto tu kogo ma wspierać i podnosić na duchu? Ja jego? Mówię tu tylko o tej sytuacji.

   Ale wracając do moich dołujących rozmyślań...

   Nienawidzę tego stanu. W takie dni chodzi mi po głowie wszystko: rzs, toczeń, haschimoto, preekscytacja... I wciąż zadaje sobie pytanie: co jeszcze? Co będzie następne? W takie dni jak dziś nie potrafię zapanować nad strachem. Wydostaje się on ze mnie każdą komórką ciała. Sprawia, że cała kulę się w sobie. Pragnę zniknąć. Nie myśleć. Ale nie da się. Myśli uciekają, nie dają się nigdzie upchnąć. Krążą po głowie, wypierają to, co pozytywne, jakby chciały mnie zniszczyć. A może tylko sprawdzić moją wytrzymałość. Podrażnić się.

   Nie pomaga, że bolą mnie krzyże (co też mnie wkurza, bo nie wiem czy to z powodu okresu czy przez toczeń czy mój krzywy kręgosłup), swędzi mnie głowa (przez cholerny łupież albo sama nie wiem, co; tak, mam zły szampon, wciąż używam biotebalu z nadzieją że przestaną mi w końcu wypadać włosy), bolą mnie stawy skokowe (mowa wina - cholernie się ostatnio przeforsowałam, ale co się dziwić, skoro lepiej się już czuję i śmigam po mieście jak pierdyknięta, zapominając, że NIE POwiNNAM) oraz tak mi ostatnio wali serce, jakby miało zamiar wyskoczyć z piersi (nie sądziłam, że może to aż tak utrudniać życie).

   Do tego mam wrażenie, że ostatnio zbyt skupiam się na sobie i mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Nie słucham uważnie tego, co mówią do mnie inni i potem nic nie wiem (co można by zwalić na toczeń i haschimoto, bo charakteryzują się także trudnościami ze skupieniem się, koncentracją itp). Siedzę sobie, robię deku, rozmyślam nad pracą....

http://s2.favim.com/orig/150716/alone-black-and-white-depression-girl-Favim.com-2967992.jpg

 

   No tak, praca. Kolejny drażliwy temat, ale to może nie na dziś.

   Na chwilę obecną mam dość swojego chorego ciała. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mam jednocześnie szczęście - ostre fazy choroby mam jak na razie za sobą. Ale... To tak samo jak wtedy, gdy miałam remisję. Czułam się zdrowa, choroba trwała w uśpieniu, ale wciąż powracały do mnie natrętne myśli, że TO we mnie cały czas jest. Tak samo teraz. Jest poprawa, ale ONE wszystkie we mnie cały czas tkwią, gotowe w każdej chwili uderzyć. I jest ich coraz więcej... To straszne.

   I tym milutkim akcentem zakończę.

P.S. Pisanie mi nieco pomogło. Polecam.

http://i2.pinger.pl/pgr68/25c48015002ca6e25164159e/smutny%20u%C5%9Bmiech.jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ogólny stan

wtorek, 23 sierpnia 2016 0:36

      W ramach aktualizacji...

      Mój stan na dziś przedstawia się dobrze, a jednocześnie nie za dobrze... Cholera, czy już zawsze będę miała jakieś ALE? Jeśli chodzi o bóle kości i stawów: wciąż czuję prawy bark, sporadycznie odzywa się prawe biodro, naprzemiennie stawy skokowe, kolana, nadgarstek, kręgosłup (który mam krzywy jak wieża w piź.. Pizie). Wszystko to są bóle, wydaję mi się, bardziej takie przeciążeniowe i nic nie puchnie, a to już chyba coś pozytywnego. Wciąż mam też lekko sztywny środkowy palec lewej ręki - ha, ha, ha, super, że akurat TEN palec... O, i jeszcze jedną rzecz mogę zaliczyć na plus w całym tym harmiderze: kciuk, którego nie mogłam zgiąć od przeszło czterech i pół roku, wreszcie popuścił i już nie jest sztywny! Wiwat RZS!

http://www.polyvore.com/cgi/img-thing?.out=jpg&size=l&tid=44882684

         Ok, ale co dalej?

         Włosy wciąż wylatują, chociaż teraz wypróbowuje cały ten słynny BIOTEBAL. O efektach albo ich braku będę pisać za jakiś czas... Serce? No daje w dupę, daje... Ostatnio odczuwam je nawet bardziej. Już nawet nie pamiętam jakie to uczucie, gdy serce bije normalnym rytmem... Czasami siedzę lub leżę sobie spokojnie, a ono tak dudni w piersiach, słychać je i czuć... BUM, BUM, BUM. Zespół preekscytacji... Boże, mam nadzieję, że będzie się to dało wyleczyć! Przez to cholerne serce znowu nie będę mogła jechać do sanatorium! Ostatnio przepadło mi przez białkomocz, teraz przez cholerne serce! Niech to szlag!

         Ale spokojnie, spokojnie... Niczego nie przesądzajmy. Bądźmy dobrej myśli. To się da WYLECZYĆ. A jak nie to damy w łapę i będzie sanatorium jak ta lala... ha, ha. 

         Do tego od dłuższego czasu utrzymuje mi się anemia... Ale przy toczniu to ponoć nic niezwykłego. PONOĆ.

         No i na koniec to wieczne osłabienie... Tzn ostatnio tak mam. W niewielkim stopniu przyczynia się do tego zapewne moje PMS, a i pogoda robi swoje... Ta wilgoć w powietrzu i w ogóle. No i doskwiera mi ostatnio brak apetytu... na jedzenie, rzecz jasna. Cóż.

https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTKermQ5GkDlwwDJadN1VozCA-nxQJwWMV5fe-vpxgUiyyTSjX2

 

         No ale ogólnie robię swoje, żyję, mam więcej energii, mogę skakać, biegać (wiadomo, nie za dużo, ale jednak), chyba więcej się śmieje... Więc mimo wszystko jakiś progres jest. Zwłaszcza jak przypomnę sobie to, co działo się w zeszłym roku, który był jak dotąd najgorszym w całym moim życiu.

          Reasumując?

          Nie wolno się poddawać. Za żadne skarby świata!Trzeba szukać pozytywnych rozwiązań, nie martwić się na zapas, trzymać głowę wysoko, być silnym, wytrwałym, zdeterminowanym do walki o lepsze jutro. Wszystko jest możliwe, wystarczy tylko chcieć. Każdy ma w sobie tę siłę, KAŻDY, nawet jeśli jest się przekonanym, że ABSOLUTNIE NIE. To bzdura. Jeśli się chce, można zwyciężyć wszystko.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 23 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  22 215  

Horoskop

Lew

Dzisiaj uda Ci się zakończyć sprawy rozpoczęte dawno temu. Nadszedł czas by zamknąć je z sukcesem i ten czas jak najbardziej temu będzie sprzyjał.

więcej na horoskop.wp.pl

Słownik internetowy

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728     

Galerie

O mnie

Jestem Kaśka. Kocham muzykę, książki, filmy, spacery i wiele innych rzeczy, których nie mogę robić z powodu mojej choroby. Dlatego właśnie pisze tego bloga. Chcę poznać osoby takie jak ja. Jesteście tam?? Jeśli tak to piszcie! I nie poddawajcie się! Tak jak ja się staram nie poddawać...

O moim bloogu

Mając niespełna 20 lat zachorowałam na Reumatoidalne Zapalenie Stawów, chorobę, która diametralnie odmieniła moje życie. Tego bloga pragnę poświęcić głównie pomstowaniu na tą p...

więcej...

Mając niespełna 20 lat zachorowałam na Reumatoidalne Zapalenie Stawów, chorobę, która diametralnie odmieniła moje życie. Tego bloga pragnę poświęcić głównie pomstowaniu na tą podstępną żmiję, która zatruła mój organizm - narzekaniu, wypłakiwaniu się, rozmyślaniu, dygresjach... Piszę ten Pamiętnik przede wszystkim dla samej siebie. Ale może i kto inny na tym skorzysta...

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 22215

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl