Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 610 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Na wozie

środa, 19 kwietnia 2017 22:18

      Moje samopoczucie jest... ok. Bolą mnie czasem palce u rąk i prawy bark, ale to od pracy - wciąż robię swoje deku (decoupage), a to jednak nieco nadwyręża stawy (szlifowanie drewna papierem ściernym, precyzyjne malowanie, naklejanie, lakierowanie, i znowu szlifowanie...). A teraz jeszcze staram się robić rzeczy na zapas, bo niedługo ruszamy z kioskiem, gdzie mamy zamiar sprzedawać także te moje (niekiedy czynione w bólu) wyroby... Oby było warto się tak pomęczyć! 

      Przygodny Czytelniku... Jeśli trafiłeś na tego bloga, to raczej nie bez powodu (szczególne pozdrowienia dla osób, które zabłądziły w Internetach i teraz klną - "Gdzie ja, kuźwa, jestem?!"). Nie uważam się za weterankę tej wrednej suki (tak, tak, chodzi o rzs... chociaż... chwila... przecież to już nie jedna suka, ale dwie... więc może... skurwysynki? Znaczy nie... Rzs-ka to suka do kwadratu i używając określenia "weteranka" mam na myśli właśnie ją, bo to z nią mija mi już siódmy roczek. Aczkolwiek nazwa skurwysynki, jako określenie ogółu moich chorób, także mi się podoba i od dzisiaj wchodzi do mojego prywatnego użytku).

      Wracając jednak do meritum... Nie uważam się za weterankę suki do kwadratu. Aczkolwiek wydaje mi się, że już całkiem dobrze ją poznałam... I widzę, że mam wiele szczęścia (i oby tylko nie zapeszyć!) w jej leczeniu. Tak sobie myślę, mój Przygodny Czytelniku.... jeśli przypadkiem jesteś osobą stawiającą swoje pierwsze kroki w tej chorobie (i jeśli jakieś podłe fatum przywiodło Cię akurat na mojego, jakże i n t e r e s u j ą c e g o bloga), to nie martw się na zapas! Już ja Ci dam kilka wskazówek, jak przetrwać najgorsze chwile... (ryzykujesz i czytasz dalej? ryzykujesz? dobrze to przemyśl....)....

    No bo co? Wszędzie można znaleźć masę różnych porad dotyczących choroby... To i ja stworzę własne (że też mi się chce....). No ale lecimy!

pobrane.jpg

 

~ Grunt to dobry lekarz (i radzę już od samego początku znaleźć takiego NAPRAWDĘ dobrego, a nie jakiegoś konowała..... <mówi osoba, która ma już piątego reumatologa... i ma nadzieję, że ostatniego!> no ale to tylko szczegół... i każdemu się może przydarzyć. Zaufaj mi i szukaj do skutku, mnie już niejeden raz cholera brała przez tych doktorków... no ale leczyć się trzeba! Więc szukaj specjalisty aż do skutku!). 

~ Na Boga, niech ten lekarz nie będzie zbyt stary! Pamiętaj! Starszy lekarz nie zawsze równa się lepszemu doświadczeniu! Dla mnie stary lekarz to stare metody leczenia - a przecież świat nie stoi w miejscu...

~ Boli? Właź do kąta i się wypłacz! Tylko wiesz, że wtedy boli jeszcze bardziej? I LEDWO jest się w stanie wytrzeć smarki cieknące z nosa, bo przecież palce masz całe sztywne, bolące i grube jak bochny chleba? I ręce jakoś tak trudniej unieść do góry, a nos nie rośnie przecież na pępku...

~ Miej w dupie zasmarkany nos i rycz dalej! To oczyszcza, chociaż później możesz się czuć nieco skołowany... Ja po takich atakach bywałam nieco bardziej zdeterminowana, żeby nie dać się pokonać tej suce. Płacz to NIE JEST oznaka słabości. Płaczesz, aby rozładować kłębiące się w Tobie emocje. Żeby nabrać sił do dalszej egzystencji... Wszak życie toczy się dalej. 

~ ŁYKAJ REGULARNIE LEKARSTWA. Tego chyba nie muszę tłumaczyć? Ah, no i rób to wedle wskazówek lekarza, a nie według własnego widzimisię.

~ Wydaje Ci się, że nie zniesiesz już więcej bólu? Otóż... właśnie, wydaje Ci się. 

~ Posypały się przyjaźnie i znajomości? Głowa do góry! Dzięki temu już wiesz, na kim naprawdę warto polegać!  

~ Chcesz umrzeć? Pisz o tym na kartkach, wielkimi literami, dużo, łącznie z przekleństwami, możesz nawet wyryć długopisem dziury w papierze... Nie spalaj ani nie wyrzucaj kartek! Chowaj je w jedno miejsce, wyciągnij po kilku miesiącach i przeczytaj... No i co, zdziwiony, że wciąż tu jesteś? A jaka to duma!

~ Nie dasz rady pisać, bo masz niesprawne ręce? Cóż... zostaje rozpaczliwe łkanie w poduszkę (jeśli położy się ją na głowie, no bo na brzuchu też się nie da leżeć, kiedy wszystko boli...). 

~ Tak bardziej na serio... Jeśli już naprawdę nie radzisz sobie z bólem psychicznym, nie bój się skorzystać z pomocy psychologa. I tu też poszukaj jakiegoś dobrego - nie ma sensu iść do konowała i się tak zaraz na wstępie zrażać od razu do wszystkich lekarzy... Myślisz sobie: "Kużwa, nie będę gadał z żadnym obcym gościem o moich problemach!". Tylko że to nie byle kto - to specjalista, który ma Ci pomóc. I nie ma tu powodu do wstydu, ale do dumy. Bo nie poddajesz się i walczysz o siebie!

tumblr_nhy5px0UY01qeo244o1_500.jpg    

 

       Tym pozytywnym akcentem może zakończę, jak mi coś jeszcze przyjdzie do głowy, to będę oczywiście pisać... No, tym czymś ma być wena, haha... Tak więc... Sajonara! 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kumpelskie rozterki

środa, 19 kwietnia 2017 21:24

     No kuźwa...  czy kiedyś znudzi mi się wreszcie narzekanie na tą moją "przyjaciółkę" od siedmiu boleści?

     Niespecjalnie przepadam za takimi otwartymi konfrontacjami, ale w końcu jej coś powiem... Serio. W końcu tama puści i to będzie nasze "być albo nie być". 

     Nie chcę mi się już nawet do niej nic pisać... Bo niby co? Jakoś nie sprawia wrażenia zainteresowanej moimi sprawami. W kółko gada albo o facecie, z którym sypia (a który dla mnie jest zwykłym palantem i wcale tego nie ukrywam) albo o innych facetach, którzy do niej piszą, kogo znów poznała, co jej ktoś napisał... Ostatnio tak się cofam myślami wstecz... A dokładnie rok wstecz... i nie przypominam sobie, żeby chociaż raz zapytała, jak się czuję. Nawet gdy byłam chora, nie zapytała, czy czegoś mi nie trzeba. Byłam o krok od depresji, miałam myśli samobójcze (nie, wcale nie przesadzam) i nawet wtedy jej przy mnie nie było. Nic jej nie interesuje. Jest zepsutą egoistką. I chyba nawet tego nie widzi... A nawet jeśli, to jej to lata. Bo jak jej kiedyś powiedziałam, że ma w sobie zero empatii dla drugiego człowieka to się tylko zaśmiała i stwierdziła, że jestem drugą osobą, która jej to mówi... To się nazywa dojrzałość (jest dwa lata młodsza ode mnie). 

       A jak znajdzie w końcu tego swojego idealnego faceta, czego oczywiście życzę jej z całego serca!, to już w ogóle nie będzie mnie potrzebowała. Chociaż i tak już teraz zastanawiam się, na co ja jej w ogóle jestem potrzebna... 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dołek 2

czwartek, 06 kwietnia 2017 21:16

        Nie, i jeszcze raz nie, dalej mi nie przeszło... Czuję się taka niespokojna, że (niemal) szkoda gadać... Tak, tak, wiem, powinnam pogadać z tą osobą, która ma bezpośredni związek z tym, co mnie dręczy, ale chyba się trochę boję, że wyjdę znowu na idiotkę... Tak, kilka razy już mi się to zdarzało, chyba taki mój charakter... Sporadycznie ciamajdowaty. 

         W każdym razie tak - powinnam pogadać. Zawsze gadam i każdemu polecam, żeby gadać, nie tłumić w sobie niczego, bo to spala od środka i może niekiedy prowadzić wręcz do nieodwracalnych zniszczeń - związkowych, życiowych, sercowych i każdych innych. Rozmowa to podstawa. 

          Tylko przychodzą czasem takie dni jak ten... Kiedy nie chcę się gadać, a siedzieć w kącie ze skwaszoną miną i dołować. Chociaż... To też bzdura. Nie wolno takiej osobie odpuszczać i jej zostawiać. Albo zostawić, bo w końcu każdy ma prawo do prywatności i nie wolno się nikomu na siłę narzucać. Tak więc można zostawić, ale nie na długo. Żeby ta chęć milczenia i odizolowania się nie zabrnęła za daleko. Mnie można zostawić, bo znam takie stany u siebie - trwają jakiś czas, lecz zaraz mijają. Dawno tak nie miałam, a że nałożyło mi się do tego kilka różnych spraw... To siedzę zdołowana. 

         I ten hajs... Wrr. Kto wymyślił tę bzdurę, że pieniądze szczęścia nie dają? Mnie tam by się przydały na rozkręcenie interesu... Nie znoszę być zależna od innych. I człowiek próbuje pomagać, rozważa różne opcje, za co zostaje usadzony stanowczo na miejscu, że co to w ogóle za pomysły... A srał to pies!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dołek

czwartek, 06 kwietnia 2017 20:42

      Kuźwa, ależ mam dzisiaj permanentnego doła... MEGA. DOŁA. Masakra. Miałam tyle do roboty, a tymczasem cały mój zapał gdzieś się ulotnił... Dlaczego? 

      Może dlatego, że otwieramy z chłopakiem kiosk i niesamowicie wkurza mnie fakt, że to on musi wykładać na to praktycznie całą kasę... Bo co ja mogę? No co? Powinnam już dawno iść do jakiejś roboty, zamiast czekać, przynajmniej bym coś dorobiła i może by było na teraz. Czuję się całkowicie bezużyteczna. Już bym chyba wolała iść do jakiegokolwiek sklepu i przynajmniej mieć tego tysiaka z hakiem na miesiąc niż się tak teraz denerwować...

      Po drugie - już chyba drugi raz w tym tygodniu zapomniałam wziąć leki. I mam na to całkowicie wyjebane. A jednocześnie dobija mnie, że zapomniałam. Bo pokazuję przez to, jaka ze mnie w gruncie rzeczy nieodpowiedzialna osoba. I to też mnie wkurza. Wszystko mnie dzisiaj wkurza. Może to PMS? Wkurwia mnie nawet sugestia, że to mogłoby być od tego... Bo ja się nie znoszę złościć. Właśnie - wkurza mnie nawet to, że jestem zła. Zła i smutna. I to głównie z własnego powodu. Że jestem beznadziejna, głupia i nieodpowiedzialna. 

C _Documents+and+Settings_Tomek_Pulpit_Opisy_obrazki_smutne12.jpg

 

       Nie chcę mi się z nikim gadać, pisać, nic. No dobra, może popisałabym z chłopakiem, ale... chyba bym się z nim pokłóciła o pierwszą lepszą pierdołę, więc może lepiej nie? Czuję się jak tykająca bomba zegarowa. Dlatego wzięłam się za ten wpis, może pisanie mnie trochę odstresuje. Pisanie o tym, jaka jestem na wszystko zła, wkurzona, smutna i że chcę mi się płakać albo walnąć w coś... Wkurza mnie, że nie dałam rady się zmotywować, żeby coś dzisiaj zrobić, a przez to jestem wkurzona, bo straciłam cały dzień na bezowocne siedzenie na kompie, słuchanie muzyki i zajmowanie się totalnymi pierdołami.... Ogarnął mnie wręcz stan depresyjny. Różne sprawy tak się nałożyły na siebie, że najchętniej bym skoczyła z mostu, żeby nie musieć o nich myśleć, gadać o nich i ich rozwiązywać... 

        Serio, wszystko mi się wydaje beznadziejne i bezwartościowe... I komu bym miała o tym opowiedzieć? Każdy by tylko machnął ręką... Każdy ma własne rozterki i nikt nie będzie się przejmował moim wkurzeniem... A mojemu chłopakowi nie trzeba jeszcze do tego wszystkiego laski, która chodzi wkurzona bez powodu... W ogóle to czuję się, jakbym go zawiodła :(  Nie będę pisać konkretnie o co poszło, ale to też mnie dołuje :(  

       Gdzie by się tu schować przed tym światem????? 

       I po co ja właściwie mam się komuś skarżyć z mojej depresji? Nie chcę ani współczucia, ani litości, ani głaskania po głowie, ani pocieszenia... Eee, gówno prawda. Wiem, tak się tylko mówi. Czegoś chcę, ale nie jestem pewna, czego.   

       Co za cholerny świat...

images.jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Face_książkowe grupy

niedziela, 12 marca 2017 21:17

       Dziwna sprawa z tymi grupami na FB.... Kilka lat temu byłam w jednej, z której mnie wywalili, bo nic nie pisałam (rzekomo). Teraz jestem (byłam?) w dwóch. Z toczniowymi Motylkami i drugiej z RZS-em. Z tą drugą to dziwna sprawa, bo.. już mnie w niej nie ma? No właśnie. Nie ma. Zostałam wywalona? Bo sama się z niej na pewno nie wypisałam. No ale za co? Ok, mam toczeń, ale bardziej czuję się rzs-ką... Tocznia jeszcze nie doświadczyłam, z tym drugim jestem niemal za pan brat - sześć lat i dwa rzuty to jak dla mnie całkiem sporo... Jak ja mam być wywalana z grupy, bo "nic nie pisze", to dziękuję bardzo za takie członkostwo... Nie jestem zła. Raczej zdezorientowana. Bo może faktycznie mało tam ostatnio zaglądałam, ale czy to jest powód, żeby kogoś dyskredytować? Czy ja muszę mieć coś do powiedzenia w KAŻDEJ sprawie i pod KAŻDYM postem??? 

 

       Ludzie... Opamiętajcie się. Ja mam to gdzieś, bo nie pozwolę sobie, żeby takie coś po raz kolejny wyprowadziło mnie z równowagi. W takim przypadku wystarczą mi Motylki, chociaż ja sama motylkiem się nie czuję... oraz ten blog, który daje mi ukojenie od różnych myśli i zdarzeń. 

tumblr_lmmvgzqgPY1ql88jio1_500.jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wielki LOL

piątek, 24 lutego 2017 22:01

       Byłam ostatnio u reumatologa. Schodzenia ze sterydów ciąg dalszy... Biorę od poniedziałku po 2 mg metypredu codziennie rano, w zamian mam podwyższony metotab (metotrexat) z 15 na 17,5 mg.

       Lekarka zachwycona moim dobrym stanem zdrowia (kij, że najbardziej oglądała moje dłonie (no dobra, rzs najbardziej dotyka łapy, no ale to nie jedyne stawy...no nie?), a jak wspomniałam o bolącym od PONAD ROKU barku to jakoś tego nawet specjalnie nie skomentowała...). Co do barku... Może jak wspomnę o tym wystarczającą ilość razy (czyli może ze sto) to w końcu coś do niej dotrze i coś na to zaradzi, zanim... Właśnie, zanim co? Może mam ten bark uszkodzony? Może uszkadza mi się coś w tym barku za każdym razem jak go przeciążę, a ja o tym nie wiem i dowiem się dopiero za kilka lat.... A wtedy już tylko endoproteza. LOL

        Mój stan na dzień dzisiejszy jest taki, że jak rano się obudziłam to miałam te moje PONIEDZIAŁKOWE IDEALNE PALCE U RĄK spuchnięte w liczbie 4 (kciuk, palec wskazujący i środkowy lewej ręki oraz wskazujący prawej ręki). Lekko obrzęknięte i bolesne, a co za tym idzie - wystąpiły niewielkie trudności w ich zginaniu. LOL

       Ciekawe, jak będzie jutrzejszego ranka???

        Niemniej tak sobie myślę... że jak już mam obniżany ten steryd i biorę te 2 mg, to nie chciałabym jednak znów go podwyższać, bo coś mi się nagle zacznie dziać... Myślę, że musi minąć co najmniej kilka tygodni, żeby organizm przyzwyczaił się do mniejszej dawki sterydu i większej trexanu i mógł odpowiednio zareagować. Tak więc bez paniki - dostałam na mikołaja extra cuchnącą maść końską, którą będę smarowała te moje paluchy i zobaczymy, czy mi to pomoże. 

        W poniedziałek kończę też rehabilitację. W następnej kolejności mam zamiar zapisać się na kriokomorę, a pod koniec roku może na kolejne masaże... W całym roku można mieć 20 zabiegów. Ja miałam 10, które to najbardziej pomogły mi na te moje bolące plecy (swoją drogą, ciekawe na jak długo...). Niemniej teraz jest ok i tylko to się liczy. Jeszcze tylko wyleczę to uczulenie na plecach, które swędzi jak jasna cholera i gitara gra. 

        Tak więc... powoli i do przodu! 

        NIE PODDAJEMY SIĘ I WALCZYMY!!!

tumblr_lt17m9lhMl1r2bdfso1_500.jpg

        


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Przyjaźń a choroba

sobota, 18 lutego 2017 20:27

    Nie pamiętam, czy już poruszałam ten temat, czy nie... Niemniej naszło mnie ostatnio kilka myśli odnośnie przyjaźni i tego, czy choroba coś zmienia, jak zmienia i czy dzieli, a może raczej łączy ludzi... 

https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRKZ0lIZm3oQlXgUr9i0tzRRIHUlcyz-XVlzkD7W5ab01g9Lzga

 

     Mam wieloletnią przyjaciółkę. Znamy się od podstawówki i jakoś przetrwało to do tej pory, chociaż jesteśmy ZUPEŁNIE różne. Zachorowałam i nawet to nie zniszczyło naszej przyjaźni. Tylko czasem zastanawiam się, czy to faktycznie taka wielka przyjaźń, pełna zrozumienia i wzajemnego wsparcia... Jeśli ktoś zadałby mi w tym momencie takie pytanie, moja odpowiedź brzmiałaby... NIE. Z całkowitą, brutalną szczerością muszę przyznać, że nie. 

      Problem tkwi w tym, że ona totalnie nie ogarnia mojej choroby (chorób). W sumie to sama nie wiem, co myśli na ten temat... Traktuje to jako coś, co jej nie dotyczy? Tylko czy tak powinna traktować te sprawy prawdziwa przyjaciółka (jeśli się za taką uważa)? 

      Staram się żyć normalnie, ale nie ma opcji, żebym żyła i reagowała jak normalny człowiek (zdrowy). W jednym momencie mogę fikać koziołki, a zaraz potem leżeć zemdlona i senna, bo coś ścina mnie z nóg. Gdy jestem na mieście i np czekam na autobus czy jadę tramwajem, szukam miejsca do siedzenia - aby spocząć chociaż na krótką chwilę i dać odpocząć nogom, bo czasem nawet niewielki wysiłek powoduje zmęczenie czy nawet ból kolan. Moja przyjaciółka tego nie rozumie, bo inaczej nie reagowałaby parsknięciem i zniecierpliwieniem na moją delikatną sugestię, że chciałabym sobie usiąść, bo mnie coś boli... Ją też boli! Pracowała cały dzień! A może ona sobie myśli, że jak ja siedzę sobie prawie całymi dniami i nic nie robię, to nie mam powodu do zmęczenia? A tu właśnie o to chodzi, że ja mogę nic nie robić, a nie mieć siły poruszyć choćby palcem! Ostatnio rano obudziłam się i wstałam rześka jak skowronek, a po dwóch godzinach poczułam taką słabość w całym ciele, że nie miałam siły ustać na nogach, musiałam się położyć i przespać dwie godziny... Mam trzy choroby, w których jednym z podstawowych objawów jest zmęczenie i osłabienie... A do tego biorę leki na serce, które dodatkowo obniżają moje i tak już niskie ciśnienie. W takim wypadku raczej dziwne by było, gdybym wytrzymywała całe dnie na nogach... 

       Tak więc zero zrozumienia. Totalne ZERO. Jakby jej w ogóle nic nie interesowało. I pewnie tak jest... Czasem wysłucha, ale na tym się kończy. Czy to dlatego, że wszelkie ewentualne narzekania pokrywam uśmiechem bądź wzruszeniem ramion? "Aaa, boli mnie ten bark cały czas, w sumie to nie wiem od czego... pójdę do lekarza, to może w końcu coś mi na to zaradzi, no bo ileż można, nie? Hahaha...". Czy byłoby inaczej, gdybym załamała ręce, popłakała się i wykrzyczała całą swoją nienawiść do tych wstrętnych chorób? 

      Szkopuł w tym, że to nie w moim stylu.. Znaczy... Nie zrobiłabym tego. Zresztą nie ważne! 

      W każdym razie smutno mi i trochę mnie rani takie jej olewające podejście do mojego zmęczenia... Zupełnie jakbym sobie wszystko wymyślała. Super, nie? Ale myślę o tym tylko czasami... Dzisiaj mnie tak naszło, bo mi napisała, że facet, z którym się spotyka jeździł gdzieś na roboty do Warszawy i musiał zwrócić cały hajs, który dostał, bo robota była źle wykonana... Generalnie zrobili go w ciula. No i że on taki biedny, bo mu się nic w życiu nie udaje (rozwodnik... zdradzał żonę, więc...) i że ona się modliła za niego w kościele, żeby mu się w końcu w życiu ułożyło... 

      Czytając jej wywody, omal oczy nie wyszły mi z orbit. 

       On biedny? Może wyjdę na jakąś świruskę, ale człowiek, który ma ZDROWIE, ma wszystko!!! Gościu zaraz się ogarnie, stanie na nogach, znajdzie kolejną robotę i wyjdzie na prostą... A OSOBA CHORA? Niepełnosprawna? Kuźwa... No fakt faktem, zdrowy człowiek tego swojego zdrowia nie docenia, więc czego ja się czepiam? 

tumblr_nrqdbs92So1uri902o1_400.jpg

 

        Na szczęście mam super faceta, który może i nie lubi zbytnio zagłębiać się w tematykę moich chorób (tzn tych gorszych rzeczy, które mogą mi się ewentualnie kiedyś dziać - ale przecież mi się teraz nie dzieją, więc o co mi w ogóle chodzi?!), ale za to wykazuje bardzo dużo zrozumienia dla moich zmiennych nastrojów, nieoczekiwanych stanów zmęczenia czy bóli przychodzących "znikąd"... No i mam jeszcze jedną przyjaciółkę, która też nie ma łatwego życia, a znamy się od liceum... I to z kolei jest przyjaciółka od serca. Pełne zrozumienie, możemy gadać na każdy temat, śmiejemy się z tych samych rzeczy i dosłownie rozumiemy się bez słów... Znamy się od liceum i wciąż mnie zdumiewa, że to dalej trwa, mimo iż mieszkamy tak daleko od siebie. Ale da się? Da się! I modlę się, żeby to trwało jak najdłużej, bo przyjaźń przyjaźnią, ale bardzo łatwo może się rozpaść, jeśli obie strony nie dbają o jej pielęgnację...

http://www.cosmopolitan.pl/u/ic/W1/u/a/16/02/20-oznak-ze-jestescie-przyjaciolkami-na-cale-zycie_60.jpeg


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zimowa zawierucha

poniedziałek, 13 lutego 2017 19:12

      Nadszedł luty. Rozpoczynam trzeci tydzień rehabilitacji. Tak, doczekałam się! Fizykoterapia, masaże, ćwiczenia. Od masaży po tygodniu dorobiłam się czerwonych pryszczy na plecach (niestety) od oliwki, więc musiałam zakupić jakąś inną... Wciąż próbuje pozbyć się wysypki, jednak zadanie to zapowiada się jako trudne, bo wciąż mam masaże i te plecy ciągle na nowo podrażniane są przez masowanie... Cóż, muszę dociągnąć jakoś do końca i potem to wyleczę.

tumblr_ma0v6qAtzp1rosre5o1_500.jpg

 

       Oprócz tego mam prądy na mój bolący bark i... szczerze? Jakoś niespecjalnie wierzę, żeby miały mi pomóc. Boli mnie to już od ponad roku z różną intensywnością i jest raczej kwestią przeciążeniową. Zapytam o to 21 lutego mojej lekarki i od tego, co powie - i czy coś na to zaleci - zależy, czy dalej będzie mnie leczyć. Ponieważ na serio rozważam zmianę lekarza na kogoś bardziej doświadczonego. To samo tyczy się endokrynologa - mam zamiar poszukać ginekologa-endokrynologa, czyli dwóch lekarzy w jednym, żebym nie musiała chodzić do stu różnych... 

       Co do moich włosów... Przerzuciłam się jakiś czas temu na szampon i odżywkę Radical. Do tego po przerwie znów wzięłam się za nakładanie maski WAX. Najbardziej zauważalny plus to taki, że szybciej rosną mi włosy... chociaż lecą dalej. Myślę, że może być to spowodowane dodatkowo tarczycą i moim haschimoto. Tak samo kołatania serca, które ostatnio znów jakoś silniej odczuwam. 

      Eh, walić to! Idę zmywać odżywkę z włosów, potem może coś jeszcze popisze, posłucham muzyki, poczytam... i do spania. Jutro kolejny dzień rehabilitacji!

tat3.jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Okres wzmożonych zachorowań

piątek, 16 grudnia 2016 22:34

     Boże, co za masakra.... Dawno nie byłam tak przeziębiona..czy nawet chora? Zaczęło się w ostatni piątek od lekkiego pokasływania, po weekendzie zaczęło mnie boleć gardło, najgorszy kaszel następował wieczorem i tak jest po dziś dzień plus katar, który najgorszej zatyka mi nos nocą i nad ranem. Rano mnie już nie bolało gardło i było jakby lepiej, ale teraz... Ja chyba zaraz wypluje płuca. To łaskotanie jest okropne i kaszel, kaszel... Chyba długo dziś nie usnę... Jak mi nie przejdzie w końcu do poniedziałku, to idę do lekarza - chociaż trochę do dupy tak lądować przed świętami na antybiotyku... No ale, jak wiadomo, choroba nie wybiera... 

     Gorączki nie mam. A katar... mam wrażenie, jakby zatykały mi się od niego uszy... Oby mi tylko na zatoki nie poszło.... Zresztą... Co za różnica... Byleby być zdrową, zanim oszaleje!!!

http://bi.gazeta.pl/im/2/11227/z11227792Q,Czy-kiedy-mama-jest-chora--maluch-tez-musi-zachorowac-.jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Szczypta uśmiechu - komentarze

sobota, 12 listopada 2016 18:18

       Moje obecne samopoczucie psychiczne? 

       Lepsze, o wiele lepsze. Bo i lepiej się czuję. Oczywiście nie jest idealnie, ale czy kiedykolwiek będzie? Jest na tyle dobrze, że jestem raczej zadowolona. Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę to, w jakim stanie byłam jeszcze ponad pół roku temu... 

        Czytam Wasze komentarze i serdecznie za nie dziękuję. Dają mi wiele do myślenia. Bardzo mi miło, że macie w ogóle ochotę czytać moje wypociny, jeszcze przyjemniej, jeśli tu wracacie! Nie byłabym jednak do końca sobą, gdybym nie wspomniała, że piszę przede wszystkim dla siebie, dla swojego spokoju duszy! 

         Niemniej jednak trudno mi nie dostrzec, że pisząc tego bloga, docieram do jakiejś tam bliżej nieokreślonej  liczby osób. Wielu z Was przeżywa to samo, co ja, być może częściowo utożsamia się z moją (skromną) osobą. Każdy miewa swoje wzloty i upadki. Lecz co by mi sprawiło największą przyjemność? Gdyby, za pośrednictwem słów zawartych w moich wpisach, udało mi się tchnąć w Was wiarę, nadzieję i siłę do walki. Nie mówiąc już o motywacji i optymizmie. 

https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTfPwO1BIGMAythLyDPe-rLelnAiRqtrT1RAakCkL-p8BA6M70gXw

 

         Czy jestem do tego odpowiednią osobą? 

         Sami wiecie, przez co przechodziłam w ciągu ostatniego roku. Niczego nie ukrywałam. Wydaje Wam się, że życie się dla Was skończyło? Że nie ma dla Was ratunku? Że nikt Was nie rozumie? (Z tym ostatnim to... cóż, bardzo prawdopodobne. Chorego zrozumie tylko drugi chory.) Przeczytajcie moje wpisy sprzed miesięcy. I kolejne. Aż dojdziecie do aktualnych... Jest różnie, może też dlatego, że mam nieco rozchwiany charakter... (Niekiedy łatwo łapię doła i chodzę całymi dniami nabzdyczona, a innym razem ćwierkam radośnie jak skowronek, chichram się i plotę trzy po trzy...), ale JESTEM TU. Wciąż tu jestem. Nie złamałam się, a było naprawdę ŹLE. Trzeba to przetrwać. Da się to przetrwać. Kiedyś już to chyba pisałam, zresztą sama nie wiem... Ale człowiek jest silny i często może znieść więcej niż jemu samemu się wydaje!!! 

http://www.temysli.pl/upload/images/medium/2016/01/Moja_sila_2016-01-21_23-02-28.jpg

 

         Jeśli czujesz, że leczenie nie przynosi efektów i nie idzie dogadać się z lekarzem - znajdź innego! Tak, to mówię JA, która zmianę lekarza rozważała chyba ze trzy miesiące, po czym czekała pół roku, żeby iść do wybitnego dr Olasa! Tak było! Ale dzięki temu mogę teraz dać Wam tą wskazówkę - nie czekajcie, szukajcie dobrych specjalistów jak najszybciej! Nie ma sensu się męczyć!

         Może większość moich wpisów faktycznie ma wydźwięk raczej negatywny i depresyjny... Jest tak, ponieważ TO MIEJSCE stworzyłam właśnie po to, żeby wylewać tu przede wszystkim swoje żale i smutki oraz wszelkie najgorsze myśli, które mnie nawiedzają! Żebym nie musiała obarczać nimi nikogo z moich bliskich!I żebym nie musiała tłumić ich w sobie, ponieważ tak nie wolno robić, bo to się zawsze kończy źle, a w dodatku niszczy nas od środka! 

         Chciałam przez to powiedzieć, iż to, że zamieszczam tu tego typu treści, nie oznacza, że ja nimi żyję na co dzień. Może stałam się ostatnio nieco bardziej melancholijna, ale ogólnie jestem dość spontaniczną i wesołą osobą! Wygłupiam się, bywam gadatliwa, robię mnóstwo rzeczy. Kocham czarny humor, ironię. Nie siedzę w kącie i nie rozpaczam! Wyrzucam z siebie tutaj negatywne emocje, a potem wracam do życia. Walczę. Nie tracę ani optymizmu, ani nadziei, ani wiary, wciąż na nowo odnajduję w sobie siły potrzebne, by żyć! I Wy też to potraficie, jestem tego pewna!

           AMEN!

http://i.pinger.pl/pgr310/a33edb1000156f7451ff8d05/25f56422001c3ea0503a0b33.jpg

 

P.S. Do mei: - mam nadzieję, że znalazłaś dobrego lekarza i czujesz się już lepiej! Czekam na wieści i trzymam za Ciebie kciuki!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 27 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  23 100  

Horoskop

Lew

Jesteś osobą bardzo opanowaną i zaradną, dlatego wszelkie niepowodzenia przemienisz na swój sukces. Dzień wymagać będzie konsekwentnej pracy.

więcej na horoskop.wp.pl

Słownik internetowy

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Galerie

O mnie

Jestem Kaśka. Kocham muzykę, książki, filmy, spacery i wiele innych rzeczy, których nie mogę robić z powodu mojej choroby. Dlatego właśnie pisze tego bloga. Chcę poznać osoby takie jak ja. Jesteście tam?? Jeśli tak to piszcie! I nie poddawajcie się! Tak jak ja się staram nie poddawać...

O moim bloogu

Mając niespełna 20 lat zachorowałam na Reumatoidalne Zapalenie Stawów, chorobę, która diametralnie odmieniła moje życie. Tego bloga pragnę poświęcić głównie pomstowaniu na tą p...

więcej...

Mając niespełna 20 lat zachorowałam na Reumatoidalne Zapalenie Stawów, chorobę, która diametralnie odmieniła moje życie. Tego bloga pragnę poświęcić głównie pomstowaniu na tą podstępną żmiję, która zatruła mój organizm - narzekaniu, wypłakiwaniu się, rozmyślaniu, dygresjach... Piszę ten Pamiętnik przede wszystkim dla samej siebie. Ale może i kto inny na tym skorzysta...

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 23100

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl