Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 818 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Zmagania

sobota, 01 lipca 2017 12:09

       No dobra. Jest kicha. Spuchł mi staw skokowy. I boli. 

       Więc kuleje.

       Kurde.

       No ale nic to. Wstrzymam się z pójściem do lekarki, ile się da. O ile nie popuchną mi bardziej jakieś palce... Staram się nie denerwować. Bo w końcu zeszłam ze sterydu, ale też jednocześnie mam podwyższoną dawkę metotrexatu, który brałam notabene dopiero raz - a dziś drugi. Bo bierze się go raz w tygodniu. Organizm się musi przestawić do nowych dawek, więc to chyba normalne, że trochę fiksuje? 

        Tak więc spoko. Jak mówię - o ile nie popuchną mi palce i nadgarstki, które potrzebuje mieć sprawne w kiosku do wydawania reszty, o tyle staram się nie martwić na zapas. Aczkolwiek jestem nieco zaniepokojona, żeby nie było...

         Lecz wciąż dobrej myśli! Bo tak właśnie trzeba!

images.jpg


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Koniec snu?

piątek, 30 czerwca 2017 22:37

    Eh....

    No dobra, ale nie załamujmy się na zapas, czyż nie? 

    Bolą mnie stawy skokowe. Lewy bardziej. I chyba troszkę spuchł. Póki co, wmawiam sobie, że może za dużo ostatnio chodziłam. Wprawdzie jak wysiadałam z tramwaju, bolały mnie też trochę kolana, ale może to po prostu od dłuższego siedzenia w jednej pozycji? 

    Widzicie, jakie myśli chodzą nam, chorym, po głowach? Przejmujemy się każdą PIERDOŁĄ. 

     A wspominałam może o tych krostkach, które mam na nogach? Z przodu, na samym dole, na zgięciu ze stopami. Drobne, swędzące krostki. Takie same zrobiły mi się na łokciach. Cholernie swędzą i drażnią. A wspominałam, że ostatni raz miałam takie kilka lat temu, gdy zachorowałam na sukę? Jakoś same mi znikły... No, chyba o tym pisałam. I o tym, że zapytam o to we wtorek dermatologa, do którego idę. Bo to takie trochę... niepokojące. 

     Czemu teraz szczególnie zwracam uwagę na każdy bolący stawik? Bo ODŁOŻYŁAM STERYDY. I niemal drżę na samą myśl, że miałabym do nich wrócić i za jakiś czas znów próbować schodzić do zera... Znam masę takich osób, lecz wciąż jakoś tak, może naiwnie, ale co tam, myślę że mnie ten problem jednak ominie... Tylko czy można mieć aż tyle szczęścia???

      Eh... 

      Dzisiaj taki wieczorek westchnień. No mam nadzieję, że mimo wszystko będzie dobrze. Będę o to walczyć - jak zawsze. 

girl-tumblr-happy.jpg


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dalsze leczenie

niedziela, 25 czerwca 2017 20:35

     W ostatni wtorek byłam u mojej pani reumatolog i mam kolejne zmiany w leczeniu. Po pierwsze - schodzę do zera ze sterydu. Koniec z braniem metypredu. Czy ostatecznie? Z pewnością nie, ale byle na jak najdłużej! Tym samym mam znów podniesioną dawkę metotrexatu - do 20 mg tygodniowo. Mam nadzieję, że dobrze zniosę te zmiany i mi się znów nie pogorszy... Nie chciałabym wracać do sterydu, chociaż też dobrze go tolerowałam. 

     Z kolei wyszły mi na nogach takie swędzące krostki... Dziwne. Pamiętam, że już kiedyś miałam coś podobnego. Mianowicie, gdy zachorowałam na RZS. W którymś momencie miałam wtedy podobne skupiska krostek na przedramionach, łokciach, na przedniej części łydek przy łączeniu ze stopą. Po jakimś czasie same mi zeszły. Tyle że to okropnie swędzi....

     Jednakże 4 lipca mam wizytę u dermatologa w związku z moimi plecami, które wciąż mi się nie wygoiły po "lutowych" masażach... I jeśli do tego czasu nie zejdą mi te krostki, to przy okazji zapytam o nie lekarki. Może coś na to poradzi? Nie wiem, od czego mi się mogą robić. Po lekach? W związku z rzs? Bo nie sądzę, żeby miały coś wspólnego z toczniem... Siedem lat temu go nie miałam. 

     Eh, i znowu mi włosy lecą... Może to przez zwiększaną dawkę metotrexatu? Mam nadzieję, że uda mi się ZNÓW dojść z nimi do ładu, bo ZNÓW mam ich jakby CORAZ MNIEJ.... 

tumblr_nxs2ol80aC1u80x07o1_500.jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Czy się boję?

sobota, 17 czerwca 2017 23:20

     Zastanowiło mnie takie pytanie, które zadała mi jedna pani na grupie...

     Czy nie boję się tego tocznia? 

     Zastanówmy się przez moment...

     ...

     ...

     Cholernie się go boję. Aczkolwiek na co dzień, nie dopuszczam do siebie takich myśli. Dlaczego? Bo czuję się ok, więc po co mam się bez potrzeby dołować? Wydawać by się mogło, że żyję w bańce mydlanej... Łykam sobie leki, zaczęłam nawet pracować, jem sobie, co chcę i tylko czasem mnie coś zaboli - bardziej lub mniej. 

      Lubię tą moją bańkę. Jednak nie przeczę, że nieproszone myśli niejednokrotnie chcą wyrwać się z mojej głowy na zewnątrz... Toczeń nie dał ci jeszcze w dupę. Wszystko przed tobą. A kiedy to będzie? Bardzo możliwe, że gdy zajdę w ciążę... Lub gdy urodzę dziecko. Nie wiem czemu, ale wydaje mi się to najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. 

      Trudno mi to ogarnąć. Mam rzs i toczeń. Rzs w czasie ciąży lubi spać. Za to dla lupusa jest to często moment największej aktywności... Czy się więc boję? Oczywiście. Dlatego nie działam z niczym pochopnie. Jeśli zdecyduje się na dziecko, będzie to ze wszech miar przemyślana decyzja. Bo jeśli już tak się stanie, będę musiała być gotowa na to, żeby walczyć o utrzymanie się na powierzchni. 

      Kurka mać... Tak to wszystko pięknie brzmi, ale na serio się boję. Wiecie, jakie jest moje największe marzenie? BYĆ ZDROWĄ. Rany boskie, nawet nie wyobrażacie sobie, jakie to ważne! Gdybym mogła być zdrowa... Na samą myśl przechodzą mi ciarki po plecach. Nie ma, powtarzam, NIE MA nic ważniejszego od zdrowia. 

my-girl-is-happy-1440x900.jpg

 

      Bo można być optymistą, ale jakie jest prawdopodobieństwo, że wyjdę z tego na starość bez szwanku? Obie choroby atakują narządy wewnętrzne - rzs guzkami reumatoidalnymi, a lupusik ogólnie - tak sobie wszystko niszczy. Nerki, serce, oczy, mózg... Na co mu akurat przyjdzie ochota. Tak więc oczywiście - mam w sobie dużo wiary, że będzie dobrze, że sobie ze wszystkim poradzę. Ale jednocześnie jestem głęboko przekonana o tym, że kiedyś coś w końcu dupnie. 

      RZS przeraża mnie tak... na 50%. Bo już go trochę poznałam. Z lupusem nie miałam do czynienia W OGÓLE. Jest dla mnie obszarem niezbadanym, jedną wielką niewiadomą. Nie wiadomo, kiedy uderzy, w co i z jaką mocą. I właśnie to jest najgorsze. 

       Zacytuję tu dewizę jednego z moich ulubionych bohaterów książek Lee Childa - Jacka Reachera. "Bądź gotowy na najlepsze, ale szykuj się na najgorsze". 

       Właśnie tak powinno się żyć!

cool-free-freedom-girl-Favim.com-2093218.jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Na wozie

środa, 19 kwietnia 2017 22:18

      Moje samopoczucie jest... ok. Bolą mnie czasem palce u rąk i prawy bark, ale to od pracy - wciąż robię swoje deku (decoupage), a to jednak nieco nadwyręża stawy (szlifowanie drewna papierem ściernym, precyzyjne malowanie, naklejanie, lakierowanie, i znowu szlifowanie...). A teraz jeszcze staram się robić rzeczy na zapas, bo niedługo ruszamy z kioskiem, gdzie mamy zamiar sprzedawać także te moje (niekiedy czynione w bólu) wyroby... Oby było warto się tak pomęczyć! 

      Przygodny Czytelniku... Jeśli trafiłeś na tego bloga, to raczej nie bez powodu (szczególne pozdrowienia dla osób, które zabłądziły w Internetach i teraz klną - "Gdzie ja, kuźwa, jestem?!"). Nie uważam się za weterankę tej wrednej suki (tak, tak, chodzi o rzs... chociaż... chwila... przecież to już nie jedna suka, ale dwie... więc może... skurwysynki? Znaczy nie... Rzs-ka to suka do kwadratu i używając określenia "weteranka" mam na myśli właśnie ją, bo to z nią mija mi już siódmy roczek. Aczkolwiek nazwa skurwysynki, jako określenie ogółu moich chorób, także mi się podoba i od dzisiaj wchodzi do mojego prywatnego użytku).

      Wracając jednak do meritum... Nie uważam się za weterankę suki do kwadratu. Aczkolwiek wydaje mi się, że już całkiem dobrze ją poznałam... I widzę, że mam wiele szczęścia (i oby tylko nie zapeszyć!) w jej leczeniu. Tak sobie myślę, mój Przygodny Czytelniku.... jeśli przypadkiem jesteś osobą stawiającą swoje pierwsze kroki w tej chorobie (i jeśli jakieś podłe fatum przywiodło Cię akurat na mojego, jakże i n t e r e s u j ą c e g o bloga), to nie martw się na zapas! Już ja Ci dam kilka wskazówek, jak przetrwać najgorsze chwile... (ryzykujesz i czytasz dalej? ryzykujesz? dobrze to przemyśl....)....

    No bo co? Wszędzie można znaleźć masę różnych porad dotyczących choroby... To i ja stworzę własne (że też mi się chce....). No ale lecimy!

pobrane.jpg

 

~ Grunt to dobry lekarz (i radzę już od samego początku znaleźć takiego NAPRAWDĘ dobrego, a nie jakiegoś konowała..... <mówi osoba, która ma już piątego reumatologa... i ma nadzieję, że ostatniego!> no ale to tylko szczegół... i każdemu się może przydarzyć. Zaufaj mi i szukaj do skutku, mnie już niejeden raz cholera brała przez tych doktorków... no ale leczyć się trzeba! Więc szukaj specjalisty aż do skutku!). 

~ Na Boga, niech ten lekarz nie będzie zbyt stary! Pamiętaj! Starszy lekarz nie zawsze równa się lepszemu doświadczeniu! Dla mnie stary lekarz to stare metody leczenia - a przecież świat nie stoi w miejscu...

~ Boli? Właź do kąta i się wypłacz! Tylko wiesz, że wtedy boli jeszcze bardziej? I LEDWO jest się w stanie wytrzeć smarki cieknące z nosa, bo przecież palce masz całe sztywne, bolące i grube jak bochny chleba? I ręce jakoś tak trudniej unieść do góry, a nos nie rośnie przecież na pępku...

~ Miej w dupie zasmarkany nos i rycz dalej! To oczyszcza, chociaż później możesz się czuć nieco skołowany... Ja po takich atakach bywałam nieco bardziej zdeterminowana, żeby nie dać się pokonać tej suce. Płacz to NIE JEST oznaka słabości. Płaczesz, aby rozładować kłębiące się w Tobie emocje. Żeby nabrać sił do dalszej egzystencji... Wszak życie toczy się dalej. 

~ ŁYKAJ REGULARNIE LEKARSTWA. Tego chyba nie muszę tłumaczyć? Ah, no i rób to wedle wskazówek lekarza, a nie według własnego widzimisię.

~ Wydaje Ci się, że nie zniesiesz już więcej bólu? Otóż... właśnie, wydaje Ci się. 

~ Posypały się przyjaźnie i znajomości? Głowa do góry! Dzięki temu już wiesz, na kim naprawdę warto polegać!  

~ Chcesz umrzeć? Pisz o tym na kartkach, wielkimi literami, dużo, łącznie z przekleństwami, możesz nawet wyryć długopisem dziury w papierze... Nie spalaj ani nie wyrzucaj kartek! Chowaj je w jedno miejsce, wyciągnij po kilku miesiącach i przeczytaj... No i co, zdziwiony, że wciąż tu jesteś? A jaka to duma!

~ Nie dasz rady pisać, bo masz niesprawne ręce? Cóż... zostaje rozpaczliwe łkanie w poduszkę (jeśli położy się ją na głowie, no bo na brzuchu też się nie da leżeć, kiedy wszystko boli...). 

~ Tak bardziej na serio... Jeśli już naprawdę nie radzisz sobie z bólem psychicznym, nie bój się skorzystać z pomocy psychologa. I tu też poszukaj jakiegoś dobrego - nie ma sensu iść do konowała i się tak zaraz na wstępie zrażać od razu do wszystkich lekarzy... Myślisz sobie: "Kużwa, nie będę gadał z żadnym obcym gościem o moich problemach!". Tylko że to nie byle kto - to specjalista, który ma Ci pomóc. I nie ma tu powodu do wstydu, ale do dumy. Bo nie poddajesz się i walczysz o siebie!

tumblr_nhy5px0UY01qeo244o1_500.jpg    

 

       Tym pozytywnym akcentem może zakończę, jak mi coś jeszcze przyjdzie do głowy, to będę oczywiście pisać... No, tym czymś ma być wena, haha... Tak więc... Sajonara! 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kumpelskie rozterki

środa, 19 kwietnia 2017 21:24

     No kuźwa...  czy kiedyś znudzi mi się wreszcie narzekanie na tą moją "przyjaciółkę" od siedmiu boleści?

     Niespecjalnie przepadam za takimi otwartymi konfrontacjami, ale w końcu jej coś powiem... Serio. W końcu tama puści i to będzie nasze "być albo nie być". 

     Nie chcę mi się już nawet do niej nic pisać... Bo niby co? Jakoś nie sprawia wrażenia zainteresowanej moimi sprawami. W kółko gada albo o facecie, z którym sypia (a który dla mnie jest zwykłym palantem i wcale tego nie ukrywam) albo o innych facetach, którzy do niej piszą, kogo znów poznała, co jej ktoś napisał... Ostatnio tak się cofam myślami wstecz... A dokładnie rok wstecz... i nie przypominam sobie, żeby chociaż raz zapytała, jak się czuję. Nawet gdy byłam chora, nie zapytała, czy czegoś mi nie trzeba. Byłam o krok od depresji, miałam myśli samobójcze (nie, wcale nie przesadzam) i nawet wtedy jej przy mnie nie było. Nic jej nie interesuje. Jest zepsutą egoistką. I chyba nawet tego nie widzi... A nawet jeśli, to jej to lata. Bo jak jej kiedyś powiedziałam, że ma w sobie zero empatii dla drugiego człowieka to się tylko zaśmiała i stwierdziła, że jestem drugą osobą, która jej to mówi... To się nazywa dojrzałość (jest dwa lata młodsza ode mnie). 

       A jak znajdzie w końcu tego swojego idealnego faceta, czego oczywiście życzę jej z całego serca!, to już w ogóle nie będzie mnie potrzebowała. Chociaż i tak już teraz zastanawiam się, na co ja jej w ogóle jestem potrzebna... 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dołek 2

czwartek, 06 kwietnia 2017 21:16

        Nie, i jeszcze raz nie, dalej mi nie przeszło... Czuję się taka niespokojna, że (niemal) szkoda gadać... Tak, tak, wiem, powinnam pogadać z tą osobą, która ma bezpośredni związek z tym, co mnie dręczy, ale chyba się trochę boję, że wyjdę znowu na idiotkę... Tak, kilka razy już mi się to zdarzało, chyba taki mój charakter... Sporadycznie ciamajdowaty. 

         W każdym razie tak - powinnam pogadać. Zawsze gadam i każdemu polecam, żeby gadać, nie tłumić w sobie niczego, bo to spala od środka i może niekiedy prowadzić wręcz do nieodwracalnych zniszczeń - związkowych, życiowych, sercowych i każdych innych. Rozmowa to podstawa. 

          Tylko przychodzą czasem takie dni jak ten... Kiedy nie chcę się gadać, a siedzieć w kącie ze skwaszoną miną i dołować. Chociaż... To też bzdura. Nie wolno takiej osobie odpuszczać i jej zostawiać. Albo zostawić, bo w końcu każdy ma prawo do prywatności i nie wolno się nikomu na siłę narzucać. Tak więc można zostawić, ale nie na długo. Żeby ta chęć milczenia i odizolowania się nie zabrnęła za daleko. Mnie można zostawić, bo znam takie stany u siebie - trwają jakiś czas, lecz zaraz mijają. Dawno tak nie miałam, a że nałożyło mi się do tego kilka różnych spraw... To siedzę zdołowana. 

         I ten hajs... Wrr. Kto wymyślił tę bzdurę, że pieniądze szczęścia nie dają? Mnie tam by się przydały na rozkręcenie interesu... Nie znoszę być zależna od innych. I człowiek próbuje pomagać, rozważa różne opcje, za co zostaje usadzony stanowczo na miejscu, że co to w ogóle za pomysły... A srał to pies!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dołek

czwartek, 06 kwietnia 2017 20:42

      Kuźwa, ależ mam dzisiaj permanentnego doła... MEGA. DOŁA. Masakra. Miałam tyle do roboty, a tymczasem cały mój zapał gdzieś się ulotnił... Dlaczego? 

      Może dlatego, że otwieramy z chłopakiem kiosk i niesamowicie wkurza mnie fakt, że to on musi wykładać na to praktycznie całą kasę... Bo co ja mogę? No co? Powinnam już dawno iść do jakiejś roboty, zamiast czekać, przynajmniej bym coś dorobiła i może by było na teraz. Czuję się całkowicie bezużyteczna. Już bym chyba wolała iść do jakiegokolwiek sklepu i przynajmniej mieć tego tysiaka z hakiem na miesiąc niż się tak teraz denerwować...

      Po drugie - już chyba drugi raz w tym tygodniu zapomniałam wziąć leki. I mam na to całkowicie wyjebane. A jednocześnie dobija mnie, że zapomniałam. Bo pokazuję przez to, jaka ze mnie w gruncie rzeczy nieodpowiedzialna osoba. I to też mnie wkurza. Wszystko mnie dzisiaj wkurza. Może to PMS? Wkurwia mnie nawet sugestia, że to mogłoby być od tego... Bo ja się nie znoszę złościć. Właśnie - wkurza mnie nawet to, że jestem zła. Zła i smutna. I to głównie z własnego powodu. Że jestem beznadziejna, głupia i nieodpowiedzialna. 

C _Documents+and+Settings_Tomek_Pulpit_Opisy_obrazki_smutne12.jpg

 

       Nie chcę mi się z nikim gadać, pisać, nic. No dobra, może popisałabym z chłopakiem, ale... chyba bym się z nim pokłóciła o pierwszą lepszą pierdołę, więc może lepiej nie? Czuję się jak tykająca bomba zegarowa. Dlatego wzięłam się za ten wpis, może pisanie mnie trochę odstresuje. Pisanie o tym, jaka jestem na wszystko zła, wkurzona, smutna i że chcę mi się płakać albo walnąć w coś... Wkurza mnie, że nie dałam rady się zmotywować, żeby coś dzisiaj zrobić, a przez to jestem wkurzona, bo straciłam cały dzień na bezowocne siedzenie na kompie, słuchanie muzyki i zajmowanie się totalnymi pierdołami.... Ogarnął mnie wręcz stan depresyjny. Różne sprawy tak się nałożyły na siebie, że najchętniej bym skoczyła z mostu, żeby nie musieć o nich myśleć, gadać o nich i ich rozwiązywać... 

        Serio, wszystko mi się wydaje beznadziejne i bezwartościowe... I komu bym miała o tym opowiedzieć? Każdy by tylko machnął ręką... Każdy ma własne rozterki i nikt nie będzie się przejmował moim wkurzeniem... A mojemu chłopakowi nie trzeba jeszcze do tego wszystkiego laski, która chodzi wkurzona bez powodu... W ogóle to czuję się, jakbym go zawiodła :(  Nie będę pisać konkretnie o co poszło, ale to też mnie dołuje :(  

       Gdzie by się tu schować przed tym światem????? 

       I po co ja właściwie mam się komuś skarżyć z mojej depresji? Nie chcę ani współczucia, ani litości, ani głaskania po głowie, ani pocieszenia... Eee, gówno prawda. Wiem, tak się tylko mówi. Czegoś chcę, ale nie jestem pewna, czego.   

       Co za cholerny świat...

images.jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Face_książkowe grupy

niedziela, 12 marca 2017 21:17

       Dziwna sprawa z tymi grupami na FB.... Kilka lat temu byłam w jednej, z której mnie wywalili, bo nic nie pisałam (rzekomo). Teraz jestem (byłam?) w dwóch. Z toczniowymi Motylkami i drugiej z RZS-em. Z tą drugą to dziwna sprawa, bo.. już mnie w niej nie ma? No właśnie. Nie ma. Zostałam wywalona? Bo sama się z niej na pewno nie wypisałam. No ale za co? Ok, mam toczeń, ale bardziej czuję się rzs-ką... Tocznia jeszcze nie doświadczyłam, z tym drugim jestem niemal za pan brat - sześć lat i dwa rzuty to jak dla mnie całkiem sporo... Jak ja mam być wywalana z grupy, bo "nic nie pisze", to dziękuję bardzo za takie członkostwo... Nie jestem zła. Raczej zdezorientowana. Bo może faktycznie mało tam ostatnio zaglądałam, ale czy to jest powód, żeby kogoś dyskredytować? Czy ja muszę mieć coś do powiedzenia w KAŻDEJ sprawie i pod KAŻDYM postem??? 

 

       Ludzie... Opamiętajcie się. Ja mam to gdzieś, bo nie pozwolę sobie, żeby takie coś po raz kolejny wyprowadziło mnie z równowagi. W takim przypadku wystarczą mi Motylki, chociaż ja sama motylkiem się nie czuję... oraz ten blog, który daje mi ukojenie od różnych myśli i zdarzeń. 

tumblr_lmmvgzqgPY1ql88jio1_500.jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wielki LOL

piątek, 24 lutego 2017 22:01

       Byłam ostatnio u reumatologa. Schodzenia ze sterydów ciąg dalszy... Biorę od poniedziałku po 2 mg metypredu codziennie rano, w zamian mam podwyższony metotab (metotrexat) z 15 na 17,5 mg.

       Lekarka zachwycona moim dobrym stanem zdrowia (kij, że najbardziej oglądała moje dłonie (no dobra, rzs najbardziej dotyka łapy, no ale to nie jedyne stawy...no nie?), a jak wspomniałam o bolącym od PONAD ROKU barku to jakoś tego nawet specjalnie nie skomentowała...). Co do barku... Może jak wspomnę o tym wystarczającą ilość razy (czyli może ze sto) to w końcu coś do niej dotrze i coś na to zaradzi, zanim... Właśnie, zanim co? Może mam ten bark uszkodzony? Może uszkadza mi się coś w tym barku za każdym razem jak go przeciążę, a ja o tym nie wiem i dowiem się dopiero za kilka lat.... A wtedy już tylko endoproteza. LOL

        Mój stan na dzień dzisiejszy jest taki, że jak rano się obudziłam to miałam te moje PONIEDZIAŁKOWE IDEALNE PALCE U RĄK spuchnięte w liczbie 4 (kciuk, palec wskazujący i środkowy lewej ręki oraz wskazujący prawej ręki). Lekko obrzęknięte i bolesne, a co za tym idzie - wystąpiły niewielkie trudności w ich zginaniu. LOL

       Ciekawe, jak będzie jutrzejszego ranka???

        Niemniej tak sobie myślę... że jak już mam obniżany ten steryd i biorę te 2 mg, to nie chciałabym jednak znów go podwyższać, bo coś mi się nagle zacznie dziać... Myślę, że musi minąć co najmniej kilka tygodni, żeby organizm przyzwyczaił się do mniejszej dawki sterydu i większej trexanu i mógł odpowiednio zareagować. Tak więc bez paniki - dostałam na mikołaja extra cuchnącą maść końską, którą będę smarowała te moje paluchy i zobaczymy, czy mi to pomoże. 

        W poniedziałek kończę też rehabilitację. W następnej kolejności mam zamiar zapisać się na kriokomorę, a pod koniec roku może na kolejne masaże... W całym roku można mieć 20 zabiegów. Ja miałam 10, które to najbardziej pomogły mi na te moje bolące plecy (swoją drogą, ciekawe na jak długo...). Niemniej teraz jest ok i tylko to się liczy. Jeszcze tylko wyleczę to uczulenie na plecach, które swędzi jak jasna cholera i gitara gra. 

        Tak więc... powoli i do przodu! 

        NIE PODDAJEMY SIĘ I WALCZYMY!!!

tumblr_lt17m9lhMl1r2bdfso1_500.jpg

        


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 22 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  23 672  

Horoskop

Lew

Czas by zadbać o najbliższych. Najwyższa pora by załatwić wreszcie pewną rodzinną sprawę, która poniekąd leży ci na sercu.

więcej na horoskop.wp.pl

Słownik internetowy

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Galerie

O mnie

Jestem Kaśka. Kocham muzykę, książki, filmy, spacery i wiele innych rzeczy, których nie mogę robić z powodu mojej choroby. Dlatego właśnie pisze tego bloga. Chcę poznać osoby takie jak ja. Jesteście tam?? Jeśli tak to piszcie! I nie poddawajcie się! Tak jak ja się staram nie poddawać...

O moim bloogu

Mając niespełna 20 lat zachorowałam na Reumatoidalne Zapalenie Stawów, chorobę, która diametralnie odmieniła moje życie. Tego bloga pragnę poświęcić głównie pomstowaniu na tą p...

więcej...

Mając niespełna 20 lat zachorowałam na Reumatoidalne Zapalenie Stawów, chorobę, która diametralnie odmieniła moje życie. Tego bloga pragnę poświęcić głównie pomstowaniu na tą podstępną żmiję, która zatruła mój organizm - narzekaniu, wypłakiwaniu się, rozmyślaniu, dygresjach... Piszę ten Pamiętnik przede wszystkim dla samej siebie. Ale może i kto inny na tym skorzysta...

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 23672

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl